Zaznacz stronę

Smutno mi się dziś zrobiło, po obejrzeniu obrazków z Gdańskiego sądu, w którym spotkali się dwaj Starsi Panowie. Nie będę ukrywał, że Lech Wałęsa ma swoje miejsce w części mojego serca, która jest odpowiedzialna za myślenie o Ojczyźnie. Z wieloma jego zachowaniami się nie zgadzam, ale go szanuje za to, co swego czasu zrobił, kim i jaki był. Często siedzę cicho, bo po prostu trudno mi go krytykować. Nie będę ukrywał, że nie mam ciepłych uczuć do Jarosława Kaczyńskiego, choć z ukrycia, często go podziwiam za upór i spryt polityczny. Nie oceniam teraz jego decyzji, podkreślam jedynie to, jak od lat potrafi liderować. Obaj, choć dziś po dwóch stronach barykady – mają swoje miejsce w naszej współczesnej historii.

Obaj, i myślę, że są tego świadomi, są dla swoich obozów postaciami mitycznymi, które swoimi postawami, sposobem życia, mówienia i oceniania ludzi, wyznaczają kierunek. Oczywiście, że decyzje Kaczyńskiego mają realniejszy wpływ na nasze życie niż Wałęsy, ale w tym momencie nie jest to tak ważne.

Patrzyłem dziś na dwóch Starszych Panów i miałem nadzieję przez moment, że właśnie wiek, a więc doświadczenie życiowe i poczucie odpowiedzialności weźmie górę. Miałem nadzieję, że obaj sięgną do swojej wiary, na którą się powołują, i przypomną sobie Ewangelię Jezusa, że obaj patrząc na wartości, do których się odwołują, podejmą mądrą decyzję o pojednaniu. Tym bardziej tak myślałem, kiedy słuchałem Sądu, który próbował pokazać im obu, że są dla ludzi ważni, że ludzie na nich patrzą.

Niestety obaj postanowili uparcie się zawziąć na tego drugiego i kłócić się dalej. Nie, nie jest na tyle naiwny, by myśleć, że odtąd w mojej Ojczyźnie mogłoby być cudownie. Nie, raczej byłby to jeden z ważnych etapów, by z gadania o pojednaniu przejść dalej, do czynów. Wielu szarych obywateli miałoby przynajmniej pretekst do zastanowienia się nad swoimi opiniami wypowiadanymi o tych drugich.

Powiedzmy sobie szczerze, że ta dzisiejsza scena w Sądzie jest symboliczna i pokazuje, że wcale nie chcemy (Polacy) pojednania, ale kochamy nasze wojenki. Tak naprawdę, podobnie jak liderzy nie chcemy pojednania i dobra Polski, ale chcemy eliminacji przeciwników. Nie wierzymy w żaden dialog, ale nasze ideologie, patrzymy bardzo wąsko, widząc tylko to, co uznajemy za prawdę, nie chcąc się w słuchać w to, co inni widzą jako prawdę. Mamy swoje racje, zapominając, że racje są tylko częścią całości.

Panie Lechu, Panie Jarosławie – obaj mnie dziś zawiedliście. I, to moje zdanie, obaj upadliście. Wasz wzajemny upór zaprowadził Was do sali sądowej, do momentu, w którym w końcu popatrzyliście sobie w oczy, ale nie skorzystaliście z okazji, by zrobić coś dla Polski.