Zaznacz stronę

SŁOWO

Ten dialog Jezusa z Martą odczytuję jako proste pytanie: „Marto, czy ty mi ufasz?” Idąc dalej: „czy ty mnie kochasz?”

Miłość to jest coś, co trzeba praktykować, „robić”. Wiele osób często mi mówi: „nie czuję Bożej miłości”, często się wtedy uśmiecham, bo zawsze się zastanawiam, skąd my możemy wiedzieć, że to, co „czujemy”, jest Miłością Boga. Wyobrażamy sobie w jakiś sposób, projektując różne nasze doświadczenia, że pewna określona gama uczuć to jest właśnie Miłość Boga.

A gdyby tak popatrzeć od innej strony i zapytać, co ja robię, by miłość do Boga pielęgnować. Każdy, kto doświadczył miłości drugiej osoby, wie, że miłość to jest też trudne zadanie, wyzwanie. Miłość nie karmiona, nie zadbana, w jakimś sensie obumiera.

Różne mamy charaktery, różną historię życia i to trzeba uwzględnić w mówieniu o pielęgnowaniu miłości do Boga. Nie ma podręcznika, szablonu dla wszystkich. Warto zwrócić uwagę na to, jakich i dlaczego takich słów używam, mówiąc do Boga. One wiele mówią o tym, co tak naprawdę o Nim myślę. Nie chodzi o zmianę ich na siłę, ale o spokojne zobaczenie, co mówię najpierw sobie samemu, kiedy się do Niego zwracam, na ile moje pragnienie tego, by to był dobry Bóg, pokrywa się z moim życiem. Na ile to, co mówią moje wargi i rozum, jest tożsame z uczuciami w sercu?

Pielęgnowanie miłości do Boga to nie są tylko „dobre uczynki” czy wierność swojej drodze. To nie jest zapewne założenie raz w tygodniu najlepszego, kościelnego ubrania, by pójść na Mszę i pogadać z Bogiem wzniosłym językiem liturgii. To szalenie ważne, bo potrzebujemy świętowania, szczególnych znaków i ceremonii. Jednak nasza codzienność też potrzebuje się karmić. Pielęgnowanie tej miłości to bardzo podobna sprawa do pielęgnowania przyjaźni czy miłości do człowieka. To wspólne spotkania, rozmowy, niezapowiedziane sms-y, telefony, wyjścia do kina i na piwo.

Czy Mu ufam, najlepiej widać właśnie w codzienności, nie na Mszy w kościele. Na ile potrafię z Nim chodzić w te wszystkie miejsce, gdzie ludzie nie zapraszają Boga, na ile potrafię z Nim gadać o swoim grzechu nie tylko po to, by się przed Nim upokarzać, na ile potrafię z Nim wybierać model telefonu?

Dopiero kiedy zacznę Mu naprawdę ufać, a rozmawianie o tym wszystkim i wszędzie z Nim w tych codziennych, mało pobożnych –wydawałoby się – sprawach będzie faktem, wtedy będę też w stanie odpowiedzieć pozytywnie na pytanie, czy wierzę w to, że On jest Zmartwychwstaniem.