Zaznacz stronę

Czasem miłość jest zwyczajna. Spotykają się dwie osoby, postanawiają być razem, a później jest zwykła (dobra) codzienność. Ludzie ci robią dla siebie różne rzeczy, mieszkają razem, kochają się, kłócą, wychowują dzieci. I tak do starości.

Czasem miłość nie jest zwyczajna. Ludzie, choć się kochają, nie potrafią się dogadać, wspólne sprawy stają się początkiem i miejscem konfliktów. Ludzie ci nie chcą się rozstać, bo się kochają. Nie ma w tym jednak nic z spokoju. Miłość staje się udręką.

Wiara, nadzieja i miłość. Paweł mówi, że największa jest miłość. Ja mówię, że to są trzy słowa określające dokładnie to samo, ale mówiące o pewnej drodze, której celem jest Miłość – Bóg.

Moja wiara nie ma nic z zwyczajności. Nie jest ona wiarą, w której obecne są codzienne obowiązki względem drugiej Osoby – Boga. Jest ona swoistą udręką.

Potrafię o Nim mówić, dla Niego pracować, utożsamiać się z Nim. Moja wyobraźnia nie jest w stanie wymyślić sobie świat bez Niego. Nie wiem jak miałby wyglądać Kramer bez Boga. To jest nie do wyobrażenia (dla mnie). A jednak, kiedy siadam przed Nim na modlitwie czuję udrękę. Czuję jakby Go nie było, jakbym siedział przed (tylko) moją wyobraźnią i pragnieniem. Czasem dopuszczam do siebie taką myśl: Bóg jest tylko, Kramer, twoją imaginacją, logiczną koniecznością, mitycznym zwornikiem, który podtrzymuje tę kruchą układankę.

Moja wiara nie ma nic z prostych schematów, które wypełniają codzienność wielu osób. Czasem to jest nawet świetna przygoda, jednak w codzienności to prowadzi do dużej niepewności, do miliona (fundamentalnych) pytań, na które nie ma odpowiedzi.

Ot, Wielkanoc.