Zaznacz stronę

Tekst Ewangelii nie mówi nam o słodkim nastolatku, który się tylko modli, nie mówi nam o Jezusku, który jest na każde zawołanie Maryi, czy o jakimś nienaturalnym nastolatku, który nijak ma się do naszego życia. Przeciwnie – widzimy Jezusa, który zwiewa rodzicom. Wracają razem, gdy tymczasem – On odchodzi od nich i nie ma Go parę dni. Wiemy, co by się działo w naszych domach, gdybyśmy taki numer wywinęli, co pomyśleliby i jak zareagowali nasi rodzice.

Jezus odchodzi od swoich rodziców, idzie w swoja stronę, nie zwiewa, by wszystkim pokazać, co o nich sądzi. Ma cel i pragnienie. Coś w Jego sercu podpowiada Mu, że musi zaryzykować, również relacje z rodzicami, relacje ze środowiskiem, bo ucieczka nigdzie nie jest dobrze widziana. I podejmuje wyzwanie, które później nazywa „sprawami swojego Ojca”. Dla kogoś z zewnątrz był to tylko wybryk ciekawskiego nastolatka, który żeby sobie pogadać z uczonymi, oddala się od rodziców. Dla Niego samego było to zrealizowanie silnego pragnienia i poznanie, co jest Jego celem i Jego drogą.

Podobnie ma się sprawa z Kostką. Często postrzegany jako młodzieniaszek ze złożonymi rękoma, opisywany językiem wzniosłej religijności jako wzór pokory, czystości i modlitwy. Jednak te ogólne hasła, które same w sobie są prawdziwe, gdzieś ulatują. Tymczasem staje przed nami człowiek niebanalny, który podobnie do Jezusa ma cel. Okazuje się, że chce w swoim życiu zrobić coś innego niż wszyscy jego kumple, poza zdobyciem dobrego wykształcenia i zrobienia kariery. Zdobywa się na odwagę i słucha swojego serca i słyszy jedno – zostać jezuitą. Jest świadom, że tego nikt w rodzinie nie zaakceptuje. A brak zgody równa się brakowi możliwości realizacji tego planu.

Widzimy więc dwie młode osoby, które trochę celowo odzieram ze świętoszkowatości, byśmy zobaczyli, że chrześcijanin to ktoś, kto idzie za żywym człowiekiem, a nie za pobożnym życzeniem.

Posłuchaj dziś, co jest twoim pragnieniem i marzeniem, do czego chcesz iść, co odkrywasz jako swój cel. A może nie masz żadnych pragnień, żyjesz z dnia na dzień, ze spotkania na spotkanie? I wszystko leci ci przez palce, a może twoje życie to ciągła pogoń za tym, by ktoś cię pogłaskał, za najnowszym ciuchem, sprzętem. A jak tego nie masz, jak ona, on na ciebie nie popatrzy, to świat się wali? Nie wiem. Wiem jedno, że dziś jest dobry dzień, by zacząć pragnąć. By w swoim sercu wzbudzić duże pragnienia przygody, by choć raz zobaczyć, że pragnienia są do realizacji, że one są dla ludzi, że tylko trzeba chcieć. NIE BÓJ SIĘ PRAGNĄĆ. Nie bój się powiedzieć sobie i Bogu – chcę być człowiekiem przygody i pragnień, człowiekiem marzeń. Człowiekiem, który nie boi się zrobić czegoś wbrew wszystkim. I nie po to, by głupio zaznaczyć swoją obecność, ale by zawalczyć o swoje pragnienie i marzenie.

Chcę ci dziś tylko przypomnieć, że nie musisz niczego w sobie produkować, wymyślać, poszukiwać na zewnątrz. Jedyne, co trzeba zrobić na początek, to otworzyć oczy. Dopóki są one zamknięte, widzisz tylko szarość, albo lepiej, jak mawiał klasyk: „ciemność widzę”. Kiedy je otworzysz, zobaczysz możliwości. Nie gotowce, ale możliwości.

Wszystko, co potrzebne do wyruszenia jest w Tobie. Kłamstwem jest myśl, którą często kupujemy, że musimy sobie czegoś dołożyć, by być gotowym do swojej „ucieczki”. Mamy wszystko, jedyne, co musimy zrobić, to uwierzyć w naszą kompletność i gotowość, a później zdobyć się na odwagę, by z gotowego pakietu, którym nas obdarzył Ojciec – skorzystać.

Ucieknij od tego, co cię wiąże, co sprawia, że zamiast iść za swoim sercem, to tkwisz w „powinnościach”.

SŁOWO