Zaznacz stronę

Od zeszłej niedzieli, kiedy zabito Pawła Adamowicza, padło mnóstwo słów. Było również mnóstwo ciszy. 

Myślę sobie dziś o trzech rodzinach. Najpierw o tej z Kany. Jest dużo radości, namiętności, zabawy i przede wszystkim miłości. Druga jest rodzina, na którą patrzyła większość z nas, przez ostatni tydzień. Rodzina Pawła Adamowicza. Nagle, jak wiele innych, rozdarta na pół, pozbawiona radości, namiętności, ojca, męża. Ale nie miłości. Wspominam o nich, bo jestem przekonany, że trzeba przypomnieć niesamowite zdanie Magdaleny Adamowicz: Nie mam w sobie uczucia nienawiści do zabójcy. A trzecia to rodzina Stefana, który zabił Pawła. Rodzina zraniona grzechem jednego z jej członków, do której poszedł Piotr Kowalczuk – vice prezydent Gdańska, by zorientować się jak im pomóc. 

Czytamy dziś Ewangelię o weselu w Kanie. Prócz opisu konkretnego wydarzenia możemy podejść do tego tekstu także symbolicznie. Wesele jest symbolem tego, do czego zostaliśmy stworzeni. Do radości, która płynie z bliskości, z bycia ze sobą i Bogiem. W tę sielankę wkrada się brak wina. Wszystko się zatrzymuje, jest zgrzyt. Podobnie, jak w nasze relacje, wkradł się zgrzyt, coś, co sprawiło i sprawia, że nasza radość jest przerwana. Potrzeba interwencji z zewnątrz, by radość z bliskości znów się pojawiła. Interwencję poprzedza słowo Matki: zróbcie cokolwiek wam powie. A co mówi? Nalejcie wody do stągwi. Każe im zrobić coś nielogicznego, coś, co nie jest łatwe. Każe im zrobić coś, co większość z nas uznałaby za materiał, z którego może wyjść kompromitacja. 

Nalanie wody do stągwi, aby tam przemieniła się w wino, które daje radość jest jak wyciągnięcie ręki do zgody i przebaczenie komuś, kto zabił ci ojca i męża. 

Pani Magdalena, jej córki i vice prezydent Gdańska, nie są ekspertami zza zielonego stolika. Oni są tymi, którzy wsłuchali się w słowo: zróbcie WSZYSTKO, cokolwiek wam powie. 

To przebaczenie jest potrzebne także nam, tutaj w Opolu. Potrzebujemy uczyć się tego, że drugi człowiek, który jest obok mnie nie jest dla mnie zagrożeniem, ale jego inność, jak pisze do nas dziś św. Paweł, jest darem do budowania wspólnoty. Tej, którą nazywamy Kościołem, ale też tej, którą nazywamy społecznością. 

Na nic się przydadzą piękne słowa z Ewangelii, od mądrych ludzi, na nic się przyda wzruszanie się przebaczeniem, o którym wspomniałem, jeśli nie zechcemy przestać patrzeć spode łba na tych, których mamy obok. A może tego pojednania potrzeba w naszych rodzinach? Może czas już przestać się gniewać na męża, żonę, dzieci, rodziców, sąsiadów? Wiecie, chodząc po kolędzie to się widzi, ile między nami jest udawania, plotkowania, oszczerstw nawet w obrębie jednej klatki schodowej, na której mieszka tylko kilka rodzin. Dlaczego tak jest, że często słyszałem, że kiedyś było fajnie, bo ludzie się bardziej znali. A co nam szkodzi zagadać do sąsiada? Co nam szkodzi, że pierwsi wyciągniemy rękę i przestaniemy się kłócić o te przysłowiowe buty na korytarzu? 

Byliśmy świadkami tego jak kruche jest nasze życie, ale i świadkami jak potężną ma moc miłość, która potrafi kilka dni po zamordowaniu męża powiedzieć: przebaczam.