Zaznacz stronę

W kilku mediach przeczytałem o oskarżeniach wobec zmarłego ks. Jankowskiego. Historia ciemna jak najczarniejsza noc. Młode dziewczynki, chłopcy, dzieci. Byli molestowani (co za zimne słowo). 

Gdy czytam o takich historiach lub o nich słyszę, zawsze czuję w sobie wielką złość i gniew. Nigdy nie wiem, co mam zrobić. Jest we mnie kompletna bezradność i wielki zawód. Zawód, bo z jednej strony szalenie mój Kościół, wiem, że nie ludzi idealnych, ale zawsze sobie (może naiwnie) myślę, że są granice ludzkiego zła, szczególnie, kiedy każdego dnia bierze się Jego Ciało i Krew.

Rozmawiałem w swoim życiu z kilkoma ofiarami pedofilów w sutannie, to zawsze są straszne historie, nie przed drastyczność szczegółów, ale przez ogromne cierpienie tych ludzi. Historia Pani Basi, chłopaków, młodej dziewczyny, która się zabiła, to jedne z wielu, a zarazem każda z nich jest tą najstraszniejszą. 

Cieszę się, że żyję w czasach, w których to zło jest nazywane – coraz częściej – po imieniu, że ludzie przestają się bać, o tym grzechu mojego Kościoła mówić. 

Trzeba o tym krzyczeć głośno, nawet jeśli winni już nie żyją. Trzeba mówić w imię miłosierdzia nad ofiarami. W imię sprawiedliwości, która należy się każdemu skrzywdzonemu człowiekowi. Bez mocnego wypowiadania tego potwornego grzechu ludzi Kościoła – Kościół nigdy nie będzie miał prawa do mówienia o oczyszczeniu.