Zaznacz stronę
Wczoraj odwiedził nas – Polaków, na moment, ponoć największy polityk świata. Prezydent USA – Donald Trump. Ów prezydent wiele razy w swoim przemówieniu powtórzył zdanie: „chcemy Boga”. Zastanawiam się od wczoraj nad tym – jakiego Boga?
Patrząc na to, co do tej pory – w przestrzeni publicznej Trump pokazał – widzę Boga, który nie wiele ma wspólnego z Jezusem Chrystusem.
Owszem w jednym pojawia się podobieństwo do chrześcjaństwa, kiedy przydent Stanów mówi o ochronie nienarodzonych, ale poza tym nie widzę żadnego podobieństwa do Boga, w którego wierzy mój Kościół.
Bóg Trumpa to ktoś, kto godzi się na wykuczenie uchodźców, to Bóg, który godzi się na stawianie murów. To w końcu ktoś, kto w Polsce mówi o przyjaźni, by zaraz później pokazać, że prawdziwym przyjacielem jest ktoś inny. Jednak to polityka. Można zrozumieć interesy.
Ważniejsze jest dla mnie to, że Trump to ktoś, kto nie widzi potrzeby proszenia Boga o przebaczenie w swoich słabościach. Prezydent jest kimś, kto twierdzi o sobie, że nie potrzebuje o nie prosić, bo sam jest dobry.
W końcu to ktoś, kto traktuje kobiety przedmiotowo, a to z chrześcijaństwem niewiele ma wspólnego.
Rozumiem, że Polska potzrebuje silnych przyjaciół, bo sami nie damy rady, ale przyjaźń (szczególnie ta polityczna) potrzebuje trzeźwej ostrożności.
Zawsze jestem bardzo ostrożny, kiedy ktoś w polityce powołuje się na Boga. Z góry włącza mi się w takim przypadku czerwona lampka. Wolę kiedy politycy mówią o uczciwości, zwykłej ludzkiej takiej, a później pokazują to w swoich decyzjach. Wolałbym, żeby politycy, i ci z Ameryki, i ci z Polski, mniej gadali o Bogu i wzniosłych wartościach, a więcej pokazywali to w swoich decyzjach.
Widziałem i słuchałem wczoraj ludzi, którzy mówiąc o Trumpie, zachowywali się jakby widzieli samego Mesjasza, który przyjechał nas wyrwać ze zła. Słyszałem ludzi, którzy porównywali tę wizytę do wizyty Jana Pawła II w 1979 roku, który wzywał Ducha Świętego nad Polską. Można iść w takie wielkie porównania i obrazy, ale przecież kolejnego dnia trzeba się obudzić i spojrzeć innym ludziom w twarz…
Nie dajmy się łatwo zwieść pięknym słowom, pięknym hasłom i tym, że ktoś nasze słowiańskie dusze połechtał przytoczywszy fakty z naszej historii. To już przerabialiśmy w naszej historii, a później ci sami, którzy wyznawali nam publicznie przyjaźń (w słowach), w czynach podpisywali dokumenty, które odbierały nam wolność.
Tak, nie znam się na polityce, ale znam dość dobrze reguły działania złego ducha, który często wykorzystuje iskierki dobra do tego, by uśpić naszą czujność, byśmy dali się zwieść. Ostrożność i rozeznawanie (trzeźwy osąd, nie oparty na nieuporządkowanych uczuciach) są lepsze od klaskania. Są po prostu prawdziwsze.
Bóg chrześcijan to nie jest Ktoś, kto jest za tym by błogosławić tylko tym lepszym (w naszym – ludzkim rozumieniu), ale jest kimś, kto sprawia, że „słońce wschodzi nad wszystkimi”.