Zaznacz stronę

SŁOWO

Dziś mamy jeden z najtrudniejszych tematów – rodzina. Patrzymy na trzy osoby. Jezusa, Maryję i Józefa. W tej rodzinie jest świętość, ale niewiele ona ma wspólnego z tak zwaną normalnością. 

Na początku miało być normalnie. Józef wybrał Maryję na swoją żonę. Czyż w naszych rodzinach na początku też nie miało być normalnie? Zaraz później pojawił się mega problem. W życiu tych pobożnych ludzi pojawia się dziecko. Nieplanowane i co gorsza, ojcem nie był Józef. Reakcja narzeczonego okazała się klasyczna. Oddalić narzeczoną. Wprawdzie pojawiła się jego rycerskość, chciał to zrobić po kryjomu, by nie dopuścić oskarżenia o cudzołóstwo. Pod wpływem snu, w którym mówi do niego Bóg, zmienia zdanie. Później nie wydarza się nic nadzwyczajnego, prowadzą normalne życie rodziny w Nazarecie. On pracuje, ona wychowuje syna i opiekuje się domem. Nie są rodziną wielodzietną. 

Sielankę codzienności przerywa wydarzenie na pielgrzymce. Jezus postanawia – nie mówiąc nic rodzicom – zostać w Jerozolimie. Wyobrażacie sobie, że jesteście ze swoim dzieckiem w Częstochowie, a ono postanawia zostać w sanktuarium? Albo mieli do niego mega zaufanie, albo z ich komunikacją coś było nie tak, efekt jest taki, że nie zauważyli jego nieobecności. Wyobrażacie to sobie w swojej rodzinie?

A później jest jeszcze ostrzej. Wsłuchajcie się w ten dialog. Kiedy oni czynią mu wyrzuty, on zadaje pytanie, które większość rodziców tu siedzących wprawiłoby w nastrój bynajmniej niespokojny. Dwunastolatek odpowiada swoim rodzicom, którzy mu mówią o bólu serca: czemuście mnie szukali? Czujecie ten dialog ze swoim dzieckiem? Jezus na serio nie odpowiada inaczej niż większość gimnazjalistów. 

Później wracają, ale jakie tam musiało być napięcie? A Józef nic nie mówi. Trudny jest ojciec, który nic nie mówi…

Jak widać z Ewangelii, obecność Jezusa, nawet fizyczna, nie gwarantuje spokoju i sielanki. Nie ma jakieś taryfy ulgowej dla nich. 

Normalność, o której mówi tak wiele osób, jest naszym pobożnym marzeniem, nie ma idealnego kanonu rodziny. Za dużo czasu i energii w życiu tracimy na tym marzeniu i frustracji z powodu niezrealizowania go. 

Wśród nas są bardzo różne rodziny. Są pełne, gdzie jest mama, tata, dzieci. Są takie, w których jest jedno z rodziców, są tu osoby, które boją się współmałżonka lub swoich dzieci. Są tu dzieci, które boją się swoich rodziców. Są tu osoby, które utraciły swoje dziecko. Bardzo różni jesteśmy. Większość z nas patrzy na inne rodziny z zazdrością, bo widzimy ichco niedzielę i idealizujemy. 

Są wśród nas rodziny, które świetnie grają. Ładnie wyglądają w kościele, ale w domu ze sobą nie rozmawiają, nie okazują sobie czułości, biją dzieci lub współmałżonków. Są wśród nas rodziny, w których jest alkohol, który sprawia, że dzieci i małżonkowie się boją. 

Bardzo jesteśmy różni i poranieni, dlatego ta scena z Łukasz, opisująca świętą nieidealną rodzinę jest dla nas pocieszeniem. Możemy wyjść z naszych bajkowych wizji i marzeń, możemy nie krzywdzić bliskich, a zacząć szukać w tym, co jest – dobra. 

Proszę was – powiedzcie sobie teraz o tym dobru, a jak ktoś jest sam – proszę popatrzcie na dobro swoich rodzin. Nazwijcie je. 

Proszę was – z dziećmi odnówcie swoje ślubowanie teraz, a kto jest sam, teraz lub już na stałe – poproście Boga, by uleczył wasze zranione serce z tego, co w nim jest raną zdrady. 

Świętość naszych rodzin to nie jest nasze moralne życie, ale to obecność Boga, w tym jakie one są. Nawet jeśli są poranione, rozwalone i nie funkcjonują dobrze. Ta Jego obecność to nie jest usprawiedliwianie zła, ale może być inspiracją do tworzenia dobra na materiale jaki mamy. Powolna, codzienna akceptacja tego, co jest, która otwiera nas na zmianę ku lepszemu. By nie stracić życia na frustrację.

I proszę nie bijcie dzieci, nigdy, pod żadnym pozorem.