Zaznacz stronę

magdalenaglodek.pl-trojaczki

SŁOWO
Bóg zaprasza mnie do przygody. Jest nią wspólna z Nim walka. Choć walka to za małe słowo, On zaprasza mnie do wojny, bym założył swój mundur i wyruszył na front. To nie jest język poetyckiej przenośni.
Wchodzimy często w ciepłe bambosze wygodnictwa. Ograniczamy nasze chrześcijaństwo do niedzielnej mszy, paciorka i piątkowego postu. Nie słuchamy Ducha Świętego, Jego poruszeń i nie odczytujemy Jego natchnień. Odpowiedzmy sobie szczerze, czy od ostatniej niedzieli, kiedy obchodziliśmy Zesłanie Ducha Świętego, choć raz odczytałem Jego wezwanie do walki? Czy może, po raz kolejny w życiu obeszliśmy, kolejne chrześcijańskie święto, jak obchodzimy 1-ego maja?
Kolejny raz mogę zrobić tak samo. Powspominać takie coś, jak Trójca Przenajświętsza i wrócić do starego.
Ostatni czas był i jest dla mnie trudny. Uwierzyłem w kłamstwo. I to sprzedane mi na modlitwie. Nagle uświadomiłem sobie, że wszystko, co jest związane z moim młodym kapłaństwem jest bezsensowne, że wszystko, co mówię Wam, co mówię sobie jest tylko mydleniem oczu, jest pięknym tynkiem na gnijącej ścianie. Uwierzyłem, że Bóg też tak o mnie myśli. Przez to jedno małe kłamstewko, jakie dopuściłem do swojego serca doszedłem do wielkiego kłamstwa, że Boga nie ma. Trwałem ze smutnym sercem i usłyszałem jedno proste zdanie. Jestem idioto! To był Duch Święty. Posłany od Ojca dlatego, że swoje życie zawierzyłem Jezusowi. Przemówił do mnie, moim językiem. Jednak trzeba było bym Mu na to pozwolił.
Mówię Wam o tym, bo uważam, że Bóg jest w trzech Osobach, dlatego, że chce nas zaprosić do walki. Nie walczy się w zwycięskich bitwach w pojedynkę. Trzeba nam kompanów, trzeba nam wspólnoty. Tu nie wystarczy tylko hasło: przyszedłem na Msze do kościoła i są tu inni chrześcijanie. Trzeba wspólnoty na miarę Trójcy. Wpatrzonej w drugiego, słuchającej siebie, czekającej na słowo tego drugiego i trzeciego. Bóg dał się nam poznać, jako Ojciec, Syn i Duch byśmy uczyli się i pragnęli relacji. I w sumie pragniemy, bo wystarczy się wsłuchać w to, co mówimy wszyscy, o naszym lęku przed samotnością. Tylko coś ciągle nas blokuje i wiąże przed wyjściem do drugiej osoby.
Wiem, że o tym piszę często, ale wiem, że sam o tym zapominam, więc trzeba to sobie przypominać, musimy wyjść na wojnę. Nie z sąsiadem, nie z żoną, mężem, matką, ojcem, córką, znienawidzoną nauczycielką, ze smutnym księdzem, panią w kasie. My wszyscy walczymy po tej samej stronie. Wróg, o którym mówię jest bardzo realnym wrogiem, bynajmniej nie jest to bohater tylko horrorów, czy baśni. To diabeł. Ten, który jest ojcem kłamstwa i mataczenia. Ten, który jest ojcem i źródłem tego wszystkiego, co sprawia w Tobie, że ze wstydu się spalasz. To nie Ty jesteś źródłem zła, nie Twoje serce, nie Twoi bliscy, ale on. Jeśli teraz myślisz, że znów gadam o złym, że już nudne jest takie mówienie, to bez względu na to, co sobie o mnie i tym gadaniu pomyślisz, powiem że znów dajesz się w tym momencie jemu zmanipulować. To, że bywasz w kościele na Mszy, a o tym się przekonałem, wcale nie sprawia, że jesteś nie narażony na jego głupie podszepty.
A więc, Bracie i Siostro możesz po Mszy wyjść i zapomnieć o jakiejś tam walce. Możesz spełnić swój pobożny obowiązek i jutro pójść do pracy, jak gdyby nic. Tylko popatrz. Ile razy,  jutro, a może nawet dziś wieczorem, pomyślisz o swoim sercu, że jest beznadziejne, bo nakrzyczałeś na żonę, bo z synem nie pogadałeś, bo córka ciągle wydaje się dziwna, a ta kobita w kasie, to jakaś ślamazarna jest.
A możesz inaczej. Możesz założyć mundur, pancerz i ucząc się od Trójcy: słuchania, patrzenia i wyczuwania. Możesz swoje życie przeżywać świadomie, nie dając się delikatnym podszeptom tego, który nigdy nie spocznie, bo jedynym jego celem jest to, by Ci się nie udało. Właśnie Tobie. Nie jakiemuś nawiedzeńcowi, ale Tobie: zwykłemu, niedzielnemu chrześcijaninowi.
Jak mówi dzisiejsza Ewangelia, Jezus odszedł, bo jako człowiek nie byłby zdolny wszystkiego nam przekazać, a nam się wydaje, że chrześcijaństwo to Pismo święte, może jakieś pobożne książki, oczywiście biskupi i księża. Nie!!! Chrześcijaństwo to, coś, co ciągle się tworzy, pod warunkiem, że jesteśmy otwarci na Ducha Prawdy, że jesteśmy otwarci na walkę. Inaczej jest stagnacja, regres, brak życia i chęć schowania się pod chórem, za filarem, za anonimowością. Nie po to jednak Chrystus umarł i Zmartwychwstał, byśmy się bali, ale po to byśmy żyli w pełni, na miarę naszych – wielkich, bo ludzkich możliwości. Chcesz?