Zaznacz stronę

Rozpoczynacie czytanie tekstu, który zostanie zapewne opatrzony wieloma komentarzami w stylu: piszesz o sobie, ze swojego doświadczenia, nie oskarżaj znów księży, nie wolno ci pisać o innych księżach. Jednak zaryzykuję.

W mediach często można spotkać księży, zakonników, którzy dużo mówią o swoim ubóstwie, o tym, że poświęcają się swojej misji, powołaniu. Można usłyszeć o kroczeniu za Jezusem ubogim, o tym, że nasz (księżowski) sposób życia, to umartwienie się i wyrzeczenie się świata. Jednak bardzo często praktyka naszego życia jest inna. Inaczej deklarujemy, inaczej ślubujemy, a jeszcze inaczej, wielu z nas żyje. Powielanie natomiast, w przekazie medialnym, idealistycznej wizji sposobu naszego życia, niczemu nie służy, a wręcz nierzadko jest przez nas wykorzystywane do… wykorzystywania przez nas innych.

Można powiedzieć, że bardzo często nasze śluby (również rozumiane nie w prost jako śluby, ale jako naśladowanie Pana Jezusa), zamiast stawać się narzędziem do tego, aby bardziej głosić Pana Jezusa stają się coraz częściej zaporami, za którymi się chowamy przed innymi i realnym życiem.

Czystość lub celibat, które miały być dla nas sposobem na to, żeby być bardziej dla Boga i innych ludzi, stają się często, tak naprawdę, kurtyną, która sprawia, że nie wchodzimy w szczerze relacje poza takimi relacjami bardzo naskórkowymi, w takim sensie, że nie angażujemy się, nie pozwalamy ludziom po prostu nas lubić, tylko trzymamy ich na dystans. Widać to w pozamykanych naszych domach i plebaniach, do których coraz ciężej się dobić i dodzwonić. Można usłyszeć, że celibat daje księdzu przestrzeń do kochania wielu, bycia dla wielu, ale praktyka pokazuje, że nie jesteśmy dla wielu. Raczej wielu jest dla nas.

A ubóstwo? Bardzo często jest fikcyjne, bo wszystko mamy: domy (ciepłe), pełne lodówki, napoje, na nasze wydatki. Poza tym, że mamy pieniądze i wszystko czego nam potrzeba, wielu z księży całymi dniami nic nie robi. Co więcej mamy, wielokrotnie, pretensje do ludzi naprawdę pracujących, że nie angażują się w życie parafii (czytaj kościoła parafialnego) na miarę naszych oczekiwań. Chciwość lubi łączyć się z pychą, bo człowiek chciwy to taki człowiek, który chce jak najwięcej dla siebie, bo wydaje mu się, że jest najważniejszy, że jest człowiekiem, który jest w centrum. W wielu przypadkach kończy się to tym, że nasze śluby zakonne lub naśladowanie Jezusa ubogiego, są sposobem na to, żeby tak naprawdę zagłuszyć swoje sumienie, które wypomina mi, że jestem człowiekiem chciwym. Słyszymy wtedy: ja formalnie nic nie posiadam. W rzeczywistości jednak, tak naprawdę, otaczam się wszystkim, co mi potrzebne bardzo często w nadmiarze, po to żeby właśnie wystawiać siebie w centrum. Można się schować za bogactwem instytucji i dzieł, które ksiądz/zakonnik prowadzi. Nie musi nic mieć na swoim koncie, a może żyć jak pan.

Mamy także posłuszeństwo, które bardzo często staje się wygodną postawą, za którą się chowa człowiek leniwy i gnuśny: wykonuję polecenia i nic więcej, lub z drugiej strony: nie odzywam się, nie wypowiadam, bo nie mogę bez pozwolenia – ładnie brzmi, ale nie ma tam posłuszeństwa, a jedynie ucieczka przed wzięciem odpowiedzialności. Ilu jest takich księży/zakonników, którzy publicznie nigdy się nie wypowiadają, ale w zaciszu swoich plebań potrafią postawić diagnozy każdej sytuacji i osobie? Można deklarować posłuszeństwo, ale zapytajmy: ilu jest (znanych) księży/zakonników, którzy szantażują swoich przełożonych i de facto decyzje przełożonych są wcześniejszymi pomysłami samych zainteresowanych? Ilu księży/zakonników przez całe lata kieruje przez siebie wymyślonymi dziełami, a nikt nie ma odwagi ich z tych funkcji zdjąć, równocześnie dorabiając ideologię szczególnej misji i powołania?

Wiem, bardzo przerysowałem, absolutnie nie pisałem o wszystkich, ale nie pisałem też o jakiś wyjątkach z kosmosu. Wracając do pierwszego zdania – tak w wielu tych postawach odnajduję najpierw siebie, później konkretnych księży i zakonników. Piszę, bo wiem, że nasze środowisko bardzo boi się pisania o nas w ten sposób. Ciągle oszukujemy się, że mamy prawo do przywilejów, że mamy prawo do uwznioślania naszej codzienności. Nie mamy. Brakuje mi takiej szczerej rozmowy na forum o tym, jak naprawdę żyjemy. Wtedy, po szczerym rozmawianiu, nie w zaciszu konfesjonałów, całkiem inaczej będzie wyglądało dobro, które robimy, bo będzie naprawdę widoczne jako dar Boga, bo przecież nie nasz…

 

zdj. Gra Priest