Zaznacz stronę

Bardzo symbolicznie odczytuję tę Ewangelię. Tych dziesięciu trędowatych to obraz Kościoła.

Jako Kościół możemy spotkać Jezusa tylko na drodze do Jerozolimy. Miejsca, w którym cała ludzka logika padła. Do miejsca, w którym ten, który jest Wszechmogącym staje się zabitym. To jest nasza perspektywa, ale i pryzmat, przez który mamy patrzeć na swoje życie. W drodze szedł przez pogranicze Samarii, a więc przez rejony, do których pobożni nie chadzali, ze względu na niewiernych Samarytan. To jest moja perspektywa. Iść w stronę umierania, ciągłego tracenia siebie, a po drodze mam nie omijać „trudnych”.

Kościół – ja i ty – to osoby ciągle przez Boga obdarowywane, ciągle uzdrawiane z trądu. I w tym naszym Kościele powtarza się ten sam problem. Tylko nieliczni dostrzegają dobro, które się w ich życiu wydarza. Większość jest skoncentrowana najpierw na sobie i swoich chorobach, a kiedy przychodzi uzdrowienie, na swojej nowej jakości życia.

Ten jeden, który się odwrócił, jest obrazem człowieka, który pozwolił, by zostało uzdrowione jego serce. On odzyskał nie tylko zdrowie i ciało, ale także pragnienia. Człowiek, który pragnie, widzi Źródło pragnień i do Niego wraca, by dziękować, by szukać nowych inspiracji.

Ktoś mnie kiedyś zapytał o to, czy nie boję się tego, że pokazuję zbyt dobrego Boga. Moja odpowiedź brzmi: „boję się, że pokazuję Boga zbyt mało dobrego”. Bóg jest naprawdę bardzo dobry, jest cierpliwy dla nas. Całe głoszenie Boga musi się do tego sprowadzić – do pokazania temu obolałemu od grzechu i trądu światu, że Bóg do niego przychodzi (Samaria) i idzie za niego na krzyż, a po drodze okazuje swoją dobroć, dając zdrowie i nowe życie.

Wiara to zdolność wracania do Boga.

SŁOWO