Zaznacz stronę

To już taka moja mała tradycja, że co roku piszę tekst około WOŚP-owy. W zeszłym roku pisałem o tym, żeby ucieszyć się dobrem i pozwolić innym czynić dobro. Oczywiście ten tekst jest wyciągany także przeciwko mnie samemu, choćby w kontekście mojej krytyki ONR-owskiej akcji mikołajowej, czy krytycznego głosu na temat spotkania kibiców na Jasnej Górze. Tak to już jest, że cokolwiek napiszesz/powiesz „może być wykorzystane przeciwko tobie”. Ale nie o tym.

W tym roku, po katolickiej stronie Internetu, stało się znów głośno o WOŚP-ie za sprawą niezawodnego Tomasza Terlikowskiego, który stwierdził, że wspieranie Owsiaka i WOŚP jest równoznaczne z popieraniem aborcji i eutanazji. Wniosek jest – według myślenia redaktora – jeden: wspierasz WOŚP – grzeszysz (w wypadku katolików) lub conajmniej czynisz zło (w wypadku innych ludzi).

Chcę powiedzieć, z całą odpowiedzialnością, że wrzucenie pieniążka do skarbonki WOŚP nie jest grzechem. Szastamy słowem grzech na prawo i na lewo. Przynajmniej niektórzy w Kościele. Słowo grzech stało się swoistym refrenem powtarzanym przez wielu, zawsze wtedy, kiedy chcemy podkreślić ważność sprawy lub zdramatyzować jakieś działanie czy komuś dowalić. Żeby zgrzeszyć (na serio), to trzeba bardzo tego chcieć, mieć świadomość (jak to ładnie mówimy w nauczaniu Kościoła) ważności materii, być wolnym w wyborze i mieć intencję czynienia zła. Nie można komuś wmawiać grzechu lub szantażować go publicznym mówieniem, że może zgrzeszył, że jest kimś kto jest potencjalnym „opluwaczem” Bożej twarzy (bo tym jest w rzeczywistości grzech).

Nie ma moralnej konieczności wspierania WOŚP. Nikt, nikogo do tego nie zmusza, a jak pokazuje doświadczenie, my Polacy świetnie radzimy sobie w kwestii odmawiania. Jesteśmy bardzo asertywni. Widać to doskonale na codzień, na naszych ulicach, kiedy osoby proszące o pomoc bardzo często słyszą stanowcze: „NIE”. Wspominam o tym, bo bardzo często słyszę, że w dniu finału, wielu z nas jest „szantażowanych” przez kwestujących. Niektórzy mówią także o tym, że wspieranie WOŚP stało się częścią „poprawności politycznej”. Piszę ten tekst w dzień, w którym Kościół czytał Ewangelię o powołaniu Mateusza. W tym tekście pojawia się wątek o tym, że „poprawność polityczna” grozi także nam – wierzącym. Można tak przeżywać swoją wiarę, że też zaczyna wymagać się od innych „poprawności politycznej” opartej na religii. Wszystkich, którzy postrzegają Boga (i relację do Niego) inaczej uważa się za złych. Rzucanie tekstu o poprawności może się odwrócić przeciwko nam, można się okazać, że sami szukamy tejże poprawności. I tak dziś jest, że spora grupa chrześcijan uważa dziś, że plucie przez kilka dni w roku na WOŚP jest OK. Przeraża mnie w świecie Internetu to, że można znaleźć głosy usprawiedliwiające księdza pedofila (chrystusowca) i z tych samych środowisk, a nawet konkretnych ust usłyszeć: WOŚP i Owsiak to diabeł.

Zadanie chrześcijanina w tym świecie polega na tym, że szukamy Boga w człowieku i tymże świecie. I na tym się skupmy. Mamy w tym świecie głosić nadzieję, a nie potępienie. Śmiejemy się z moimi braćmi, że w naszym Kościele coraz częściej słychać „nadzieję wiecznego potępienia”, a nie Dobrą Nowinę o tym, że Bóg przyszedł i stanął po naszej – ludzi – stronie.

Ps. Proszę w komentarzach o nie wklejanie mi grafik wszelakich. Wszystkie je już widziałem.