Zaznacz stronę

Chciałbym naszą uwagę skupić dziś na dwóch sprawach. Na Biblii i dzisiejszej Ewangelii.

Biblia. W moim życiu otrzymałem możliwość towarzyszenia innym w ich drodze do Boga, albo raczej z Bogiem. I bardzo jestem za to wdzięczny. Jednak jest w tym też wielkie niebezpieczeństwo, pokusa, by wszystkich prowadzić tak samo, by wszyscy oni byli tacy sami. Na szczęście Bóg się na to nie pisze. Mówiąc krótko: ilu ludzi, tyle dróg do Boga. Już od samego początku chrześcijaństwa widzimy różne sposoby widzenia, przeżywania, opisywania tego samego Wydarzenia, które na imię ma Jezus. Widać to w różnych tradycjach, czy praktykach chrześcijańskich, widać to choćby w Ewangeliach. Czytaliśmy dziś początek jednej z nich – Łukasza. Sam Łukasz pisze o tym, że wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach.

Niektórzy w tej różnorodności widzą zagrożenie, boją się, że ktoś będzie nieortodoksyjny, że się nie zmieści w kanonach. Tymczasem sam Jezus przychodzi rozwalać to, co jest utartym szlakiem albo raczej pokazywać, że sam szlak jest dobry, ale nie w nim jest zbawienie. Jednym ze szlaków jest Biblia. Chyba jako katolicy utraciliśmy wiarę w to, że to jest Słowo Boga. Łatwiej nam wychodzi czczenie księgi, niż traktowanie jej jako Żywego Słowa. Nasze Biblie, albo są bardzo schowane, wyciągane z okazji kolędy; inne jeszcze z szacunku – tak mówimy – nie używane, by nie poplamić, albo w ogóle ich nie ma. Tymczasem chrześcijaństwo nie jest religią księgi. Jest drogą, na której Bóg nieustannie wypowiada do nas swoje Słowo. Nie czytamy, bo wydaje się nam, że jest przestarzała, nie odpowiada na nasze podstawowe pytania, że nauka obaliła wiele jej twierdzeń. Nie czytamy, bo, co jakiś czas natrafiamy na sprawy, rzeczy, które nas przerastają, są nie wygodne, albo nie do przyjęcia. Jednak właśnie o to w niej chodzi, by poruszała, zadawała niewygodne pytania, stawiała problemy.

Biblia nie ma być dla nas książką z pobożnymi historiami, ale ma być czymś, co nas nieustanie pobudza do pytań, do wątpliwości, do rozdrażnienia. Ma w nas wywoływać emocje, jak w tych ludziach z pierwszego czytania. Ma być żywym słowem, jak w Ewangelii, kiedy słyszymy dziś spełniły się te słowa.

Dzisiejsza Ewangelia. Powrócił Jezus w mocy Ducha tam gdzie się wychowywał. Powrócił do swoich. Po tym jak, podczas swojego chrztu, usłyszał, że jest Synem Ojca, wraca do swoich. Ten, kto jest napełniony Ojcem, napełniony Jego obecnością – idzie. Również w miejsca najtrudniejsze. Do swoich. Do rodziny, do klasy, na uczelnie, do współbraci, do wspólnoty, do swojej paczki. Człowiek Boży wraca, bo czuje, że musi wrócić, aby się podzielić, tym, co sam otrzymał. Nie szuka jakiś specjalnych słuchaczy, odbiorców, ale wraca do swoich.

Wrócił w mocy Ducha. Lubimy ludzi, którzy są blisko Boga, lubimy słuchać tych, którzy są nietuzinkowi, właśnie pełni Ducha. Weźmy takich jak Jan Paweł II, Matka Teresa, czy jakiegoś swojego mistrza, którego lubimy czytać, słuchać. Ważne byśmy mieli kogoś takiego. Jednak jeszcze ważniejsze jest coś innego. Ci nasi mistrzowie są niczym, jeśli nie ma w nich Ducha. Bez niego, nic mądrego by nam nie pokazali. To jest jedna strona medalu. Druga polega na tym, że my, prócz naszych Mistrzów, musimy zobaczyć też owego Ducha Bożego, że za tym wszystkim stoi Bóg, bez którego owi mistrzowie są niczym. I tu nie chodzi tylko o proste podziwianie i powiedzenie, że to ludzie Boży, ale tu idzie o osobiste poddanie się Duchowi.

Dlaczego to tak istotne? Kiedy się słucha takiej Ewangelii, jak ta dzisiejsza, można szybko dokonać samousprawiedliwienia. Powiedzieć ładne to jest, fajnie, że Jezus uwalniał więźniów, uzdrawiał, wskrzeszał. Nie wymaga to od nas niczego, ani wiary, ani zaufania. Ale jeśli ma być tak, jak wcześniej powiedziałem, że Słowo Boże nie jest tylko kroniką, ale jest żywe, to, to się musi dziać dziś. I dlatego, trzeba w miejsce Jezusowego imienia wstawić swoje imię. Jeśli jesteśmy Jego synami i córkami, to my też mamy iść i czynić cuda. Jesteśmy posłani, by iść do swoich i ubogim nieść dobrą nowinę, więźniom głosić wolność, a niewidomym przejrzenie; aby uciśnionych odsyłać wolnymi, aby obwoływać rok łaski od Pana. To nie są przenośnie, czy pobożne życzenia. To ma być rzeczywistość. Ty masz zanieść dobrą nowinę, temu kto biedny, wesprzeć go; Ty, ludziom zniewolonym, uciśnionym masz nieść wolność; Ty masz obwoływać czas łaski.

Nie wykręcajmy się w nieskończoność od tego, by Słowo Ciałem się stawało za naszym pośrednictwem. Bóg naprawdę chce, byś był, była Jego prorokiem, czyli człowiekiem żyjącym na co dzień Jego słowem. To Ciebie Jezus potrzebuje, Twoich rąk, ust, nóg. Nie zwalajmy robienia dobra na Wielką Orkiestrę, na Caritas, czy Janinę Ochojską. My też możemy, wśród swoich robić wiele dobra. Nawet prostym uśmiechem, słowem można uwolnić człowieka z wielkich więzów. Nie zwalajmy możliwości bycia wielkim świadkiem Jezusa, na ludzi wybitnych, z ekranów telewizorów, ale sami bądźmy wielkimi i wybitnymi.

Nie bójmy się zakochać w naszym Panu. Tak, zakochać, zafascynować, a nie tylko czcić. Nie bójmy się otwierać Biblii i ją czytać, nawet jeśli wiele rzeczy jest dla nas niejasnych. Trzeba się tego uczyć. I miłości do Niego i czytania. Tak uczą się zakochani siebie nawzajem, uczą się swoich zwyczajów, docierają się, tak i z Nim musi być.

Tak jak student pierwszego roku bierze podręcznik i w ząb, nic nie rozumie, ale uczy się i języka i metod, tak jest i z Pismem Świętym, trza się wgryzać, a nie poddawać. Jednak, żeby się wgryzać, trza je zdjąć z półki.

VLOG

SŁOWO