Zaznacz stronę

Według tradycji miejsce narodzenia Jezusa jest dziś obudowane wielką, starą bazyliką. Mniej więcej pod ołtarzem głównym znajduje się miejsce oznaczone dużą srebrną gwiazdą. Tam miał narodzić się Zbawca. Wtedy zapewne to była grota skalna. To wszystko od początku było bardzo dziwne.

Po ludzku. Była Miriam i był Józef. Jedna z wielu par, żyjąca w czasie, w którym Izraelici niby byli wolni, ale tak naprawdę przebywali pod okupacją Rzymu, to był moment kiedy Izrael był słabym państwem. Pismo mówi o „pełni czasów”, rozumianej jako czas na wypełnienie się wszystkich obietnic, ale to bardzo wzniosła interpretacja. Dla zwykłych ludzi mogłoby to znaczyć „szczyt” codziennego zmęczenia i niespełnionych nadziei. Taki moment, w którym masz dość życia, ludzi, świata, nadziei. Wszystkiego.

Przez te ostatnie 9 miesięcy zapewne oswoili się trochę z tą całą nietypową sytuacją. Józef nieraz musiał wracać w myślach do dnia, kiedy się u Niego pojawiła z wiadomością, że jest w ciąży. Takich rzeczy się łatwo nie zapomina; nawet po zapewnieniu samego Boga, że wszystko jest w porządku. Wracał do tej nocy, kiedy po całym dniu rozważań, co zrobić, w końcu ze zmęczenia zasnął. Nad ranem musiał mieć wątpliwości, czy to tylko sen, czy rzeczywiście Bóg zapewnił go o tym, że On sam w tej „nienormalnej” sytuacji jest obecny, co więcej – On za nią stoi. Zastanawiam się, jak on sobie, jako mężczyzna poradził z tym poczuciem, że będzie wychowywał nie swoje dziecko, z tym, że swoją ukochaną Miriam chciał oddalić, że zwyciężyła w nim na moment męska duma?

Ciekaw zawsze byłem, w którym momencie Miriam przekonała się, że to naprawdę się dzieje. Owszem, wyraziła swoją wiarę w to, co usłyszała. Każdy ma takie momenty, kiedy wyznaje wiarę, że obietnica Boga jest prawdziwa, a jednak inaczej się czujemy, kiedy fakty ją potwierdzają. Zawsze się zastanawiałem, jak przebiegała ta ciąża? Było trudno, czy raczej normalnie? Jak sobie radziła z lękiem o dziecko?

Z początku to była Jej i Józefa tajemnica, zaraz po poczęciu wyjechała do Elżbiety. Spędziła tam kilka miesięcy, po powrocie każdy zapewne mógł widzieć jej brzuch. Już nie było prywatnej sprawy. Wyobrażam sobie te uśmiechy i oburzenie, kiedy wchodziła do wioski. Przecież widać, że zrobiła coś nierozsądnego, coś co nie jest klasyczne, nie jest roztropne. Ci, którzy uśmiechali się do młodej Miriam, odpowiadali na pozdrowienia tej młodej ślicznej żydówki, teraz nagle zmienili wyraz twarzy. Dopóki odpowiadała ich oczekiwaniom, dopóki mogli sobie o Niej myśleć według ich schematu, wszystko było w porządku. Ilu z nich zaczęło się umawiać na szeptanych spotkaniach, że trzeba ten „problem” rozwiązać zgodnie z Prawem? A Joachim i Anna? Jak bardzo musieli poczuć się zranieni widokiem córki w ciąży? Pierwsza myśl? Hańba? Co ludziom powiemy, przecież już o Niej gadają? Nie tego się spodziewaliśmy?

A po kilku miesiącach wymyślono spis w Betlejem. Józef obliczył szybko, że to będzie w 9 miesiącu. Kolejny problem, przecież to jest ze 150 km. Jasne, że byli nauczeni do wędrówek, ale Miriam lada chwila może urodzić. Mieli tylko osiołka. Wybrali się. Może ten wyjazd był dla nich wybawieniem na chwilę od głupich plotek, dziwnych spojrzeń tych, którzy do tej pory byli przyjaciółmi.

Józef widział na twarzy Ukochanej, po niespokojnym oddechu, ukrywanych pojedynczych łzach na Jej policzkach, że w najbliższych godzinach Jego Syn będzie już po tej stronie brzucha. Dramatycznie próbował znaleźć miejsce dla siebie i swojej żony. Nie było miejsc. Do Betlejem zjechało się mnóstwo ludzi, nikt nie miał miejsca, może dla niego samego owszem, ale dla małżeństwa i jeszcze kobieta w ciąży.

Przypadkowo spotkany pasterz powiedział im, że za miastem jest grota pasterska, zapewne brudna, ale nic w pobliżu i tak nie znajdą. Poszli. Znaleźli miejsce zapuszczone, w którym stały zwierzęta na brudnej słomie, smród odchodów zwierzęcych mieszał się z ich śmierdzącymi wyziewami. Józef musiał odczuć lęk, kiedy to zobaczył. Przygotował posłanie, pomógł Ukochanej położyć się na nim. I czekali. Nadeszła chwila, której oboje się bali. Miriam zaczęła rodzić. Płacz i krzyk bólu, Józef był mężem, ojcem, akuszerką i jedyną podporą. Syn narodził się w podłych warunkach, zapewne jak wiele dzieci w tamtym czasie, Od samego początku Emmanuel w swoim Ciele dzielił z nami nędzę i ubóstwo.

Józef wziął Małego na ręce i podniósł Go na chwilę ku Najwyższemu. Pierwszy okrzyk Jezusa był skierowany ku Ojcu. Tak, jak i później Jego ostatni. Zaraz później owinął Go w płótno i położył wyczerpanej Miriam na piersiach. Jej pierwszy pocałunek starł krew z Jego czoła. A później się po prostu rozpłakała. To było szczęście. Zaczynał się nowy etap, ale teraz nie chciała o tym myśleć. Józef obmył swoją Ukochaną, zachowując się bardzo delikatnie. To było bardzo intymne zajęcie. Był delikatny i czuły. Służył swojej żonie i małemu Synkowi. Ręce trzęsły mu się ze wzruszenia, wiedział, że musi być, opanowany – jest za Nich odpowiedzialny.  Rozumieli się bez słów. Patrzył Miriam w oczy i widział, jak nagle wydoroślała, widział w Niej swoją Kobietę, którą dał mu Bóg, by był za Nią odpowiedzialny. Jezus ssał matczyną pierś, był bezpieczny. Maryja była zabezpieczona i to był pierwszy moment, kiedy Józef przytulił ich oboje. Chwila uścisku. Każde z nich czuło się bezpieczne.

A Ojciec był obok i się rozczulił.

Duże dobro z tej całej niestandardowej i dziwnej historii się zrodziło. Historii, jakże nieroztropnej, ale pełnej miłości. Na całe szczęście, a w każdym momencie, w którym do głosu dochodził rozsądek i patrzenie przez pryzmat prawa, Bóg interweniował. Miriam i Józef byli ludźmi wierzącymi Bogu. Oni ufali, że z najbardziej pokręconej sytuacji, Bóg wyprowadzi coś, czego kompletnie ich głowy nie pojmowały, ale wiedzieli, że On z Nimi jest, bo im to powiedział. Wierzyli wbrew temu, co inni mówili, że to jest głupie i przekombinowane. Dlatego, kiedy inni patrzyli z podejrzliwością, Miriam i Józef uśmiechali, bo wiedzieli, że Jahwe jest.
Z Tobą też jest!