Zaznacz stronę

Wiele z naszych kłótni i złych relacji wynika z tego, że wchodzimy w „buty Boga” i chcemy zarządzać czasem. Chcemy być tymi, którzy wyznaczają pory działania i niedziałania, zrobienia czegoś i odpuszczania. Żyjemy w napięciu, bo „nie mamy czasu”, więc żyjemy w strachu, że nie zdążymy, że ktoś (my sami) nas rozliczy z braku efektów. To powoduje, że ciągle nie jesteśmy „u siebie”, bo to „u siebie” nie istnieje. Nie potrafimy się zatrzymać i opowiedzieć sobie o nim, jak miałoby wyglądać i jak mielibyśmy je przeżyć.

Harujemy jak małe osiołki. Jedni fizycznie inni uruchamiają swój mózg na 15 minut przed przebudzeniem i ciągle się zamartwiają. O świat, Kościół, rodzinę, dzieci, wnuków, parafie, współbraci. Ciągle analizujemy, tworzymy alternatywy, pada to śmieszne pytanie, rodem z „Misia”: „a gdyby to wasza matka”? I ciągle wychodzimy z tego zabiegu sfrustrowani, bo rzeczywistość jest, nie brutalna, ale… po prostu inna.

Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie.Rzecz w tym, żeby w tym, co jest odszukać piękno. Pięknym nie jest to, co mogłoby być, co nie wydarzyło się, ale to, co jest. Masz czas. Wystarczająco dużo czasu. Tylko z niego korzystaj, a nie mów o tym, którego nie ma.

SŁOWO