Zaznacz stronę

SŁOWO

Znamy umowną datę Bożego Narodzenia, która ma nam pomóc w przeżyciu tego Wydarzenia, jednak ta data może też uśpić naszą czujność. Tak naprawdę nie wiemy, kiedy Jezus się narodził, znamy tylko kilka ewangelicznych szczegółów. I bardzo dobrze, że tak mało, bo to daje przestrzeń na wiarę, osobisty dialog z Nim i przygodę. Data nie jest celem, jest jednym środków do przygotowywania się na spotkanie z Nim w codzienności.

Dziś jest pierwszy krok w naszym czekaniu na narodziny Brata i Pana. Każde narodziny wiążą się z niepewnością oczekiwania i z milionem pytań. Od tych przyjemnych, o to jaki ten człowiek będzie, co będzie robił, w jakie relacje wejdzie, aż do tych najtrudniejszych o zdrowie i problemy które pojawią się wraz z jego przyjściem.

Dzisiejsza Ewangelia daje nam wskazówki, jak zacząć to czekanie. Odwołuje się do codziennych rzeczy: jedzenie, picie, małżeństwo i praca. Warto w czuwaniu nie zostawiać swojego codziennego życia. Cała frajda oczekiwania polegać będzie na tych dwóch sprawach: nie wiemy kiedy to będzie i nie wiemy w czym nas to zastanie.

Świadomość tego, że nie wiemy, może nas przerażać, możemy poddać się panice i żyć w lęku, jak wielu ludzi, którzy wierzą w Boga, ale boją się Jego przyjścia, bo ono zawsze kojarzy im się z koniecznością pozostawienia skarbu.

Spróbujmy to oczekiwanie przeżyć w napięciu i podnieceniu, niech „niewiadoma” tego dnia będzie dla nas motywacją do twórczego przeżywania każdej chwili. Bądź twórczym mężczyzną, mężem, bratem, chłopakiem, przyjacielem. Niech twoją kobiecość przenika twórcze patrzenie na innych,  oczarowywanie Boga i człowieka.

Niewiadoma dnia Jego przyjścia, może być czymś, co będzie nas budzić do powstania z sennego życia. Nie planujmy tego dnia, nie obiecujmy sobie wielkiego nawrócenia na ten dzień, ale już dziś żyjmy tak byśmy byli gotowi na przyjście Brata i Pana. I nie przykładajmy „kalek” z tego świata, że trzeba wysprzątać dom, dopiąć rachunki, przygotować się jak na przyjście szefa.

Mówiąc jeszcze inaczej – zacznijmy tęsknić. Niech nam w tym pomogą wszystkie nasze pragnienia, mając je w pamięci, obudźmy swoje serce do tęsknoty. Może te nasze pragnienia są przyziemnymi sprawami, może czasem nawet związanymi z grzechem, ale tak naprawdę za tym wszystkim kryje się jedna prawdziwa tęsknota. Tęsknota za Dobrym Bogiem.

Przyjście Jego Syna, a naszego Brata jest dla nas szansą dotknięcia Boga już tutaj na ziemi. Spróbujmy też „zawiesić” swoją wiedzę religijną. Przyjście na świat dziecka bardzo weryfikuje poglądy rodziców. Dajmy szansę Bogu, by nas zaskoczył swoim przyjściem, byśmy nie chcieli wkładać Go w swoje stare doświadczenie. Nawet, jeśli to będą kolejne święta, to przecież przyjście na świat kolejnego dziecka, niby takie samo, jak poprzednich, różni się bardzo.

Mówimy w adwencie o czekaniu. Wolę mówić o tęsknocie. My Go już przecież znamy i bardzo kochamy, choć bardzo nasze życie bywa pokręcone. Proszę Was – zatęsknijmy dziś za Panem, za tym, który przychodzi przeciąć wrzód naszego smutku, problemów, pokręconego życia. Zatęsknijmy za Bogiem, który przychodzi do naszych rodzin, czasem z dziwnymi zawiłościami, zatęsknijmy, by nie tyle porozwiązywał nam nasze problemy, co byśmy w końcu uwierzyli i doświadczyli, że On jest w tym z nami, że nie jesteśmy sami. Tęsknota – niech to będzie słowo na ten czas.