Zaznacz stronę

Dzisiejsze święto dotyczy czegoś, co nie jest logiczne, co nie jest wytłumaczalne. Ale może być fascynujące.

Pierwsi chrześcijanie nie skupiali się nad wyodrębnianiem poszczególnych Osób, dla nich najważniejsze było wyznanie Jezus żyje, Jezus zmartwychwstał. W samym Piśmie także nie znajdziemy słowa Trójca, znajdujemy tam tylko aluzje do tej rzeczywistości. Jezus mówi o Ojcu, o tym, że pośle Ducha, w końcu każe udzielać chrztu w imię Trzech Osób. Co tydzień wyznajemy przed innymi ludźmi – wierzę w jednego Boga Ojca… jednego Pana Jezusa… i w Ducha Świętego. Dlatego warto sobie zadać pytanie, co nasze wyznanie mówi? Może nie warto kończyć naszego rozważania słowem TAJEMNICA. Może warto powiedzieć kilka myśli, które nie są zgodne z doktryną i zaryzykować parę pytań w swoim sercu. Po co? Po to, by w końcu dotknąć Boga Żywego, a nie Boga wyuczonego z definicji.

To, co najważniejsze w Trójcy, to MIŁOŚĆ. Jednak, żeby właśnie nie był to kolejny banał, spróbujmy się wgryźć w ten rodzaj Miłości, o którym może nam powiedzieć coś Trójca.

Miłość – prawdziwa – jest obecna tam, gdzie mamy do czynienia z relacją między co najmniej dwiema osobami. Miłość jest tam, gdzie ktoś daje siebie lub coś z siebie – drugiemu. I jest na ten gest odpowiedź. Tak jest właśnie w relacji, którą nazywamy Trójcą. Tu nie ma hierarchii, tu jest równość. Każdy dla każdego – cały, tak bardzo, że są Jednym, a zarazem osobni. W Bogu było i jest tyle Miłości, że Syna dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał Życie. Miłość Syna do Ojca jest tak duża, że po swoim odejściu dalej chce się z nami nią dzielić, przychodząc jako Duch.

Można długo mówić o relacjach w Trójcy. Jednak najciekawszą ilustracją jesteśmy my, a raczej to, do jakiej miłości jesteśmy zdolni. Praktyczne przełożenie Trójcy na nasze życie znajdujemy dziś w II czytaniu. Bóg obdarza nas wielką chwałą. Jesteśmy Jego synami i córkami. Nawet nie mamy pojęcia, kim tak naprawdę jesteśmy. Otrzymaliśmy na początku coś wielkiego, a my zachowujemy się, żyjemy, jakbyśmy byli tylko niewolnikami. Chodzimy do kościoła, próbujemy być miłymi ludźmi, za bardzo nie oszukiwać skarbówki, staramy się nie grzeszyć, wypełniać swoje obowiązki. I co? I na naszych twarzach coraz częściej gości smutek. Przychodzimy, słuchamy Słowa, a później wracamy do naszej niepamięci. Po wypełnieniu religijnych obrzędów wracamy do rzeczywistości. Tak być nie może! Właśnie to, co tutaj przypomina nam Jego Słowo, jest prawdą. Czas, byśmy popatrzyli na Boga właśnie jak na Ojca. Uwierzcie mi, ja nie wymyślam tutaj bajek dla dorosłych, by Was połechtać przed kolejnym tygodniem ciężkiej harówy, nie ulepszam Ewangelii, mówię Wam o Bogu, który naprawdę jest dobry.

Sednem tej niedzieli jest Miłość Boga, która jest w Nim samym, a która się rozlewa na nas, a z niej wypływa nasza chwała. To nie jest chwała, która jest czasowym narkotykiem na bolączki, ale to jest chwała, która może przeniknąć wszystkie Twoje bolączki i żale, to jest chwała, która daje Ci siłę do tego, by się nie uginać przed lękiem. Bóg objawia się nam jako Trójca, bo nas zaprasza – nie do magicznej zmiany naszego życia, naszego samopoczucia, ale zaprasza nas do wejścia z Nim w relację.  To jest trochę tak, kiedy mężczyzna i kobieta wchodzą w relację. Można wejść na dwa sposoby. Można się ze sobą, jak my to ładnie mówimy, przespać i później rozejść. A można wejść w coś głębszego. W coś co przeniknie naszą codzienność, coś co sprawi, że za drugą osobą się tęskni, do drugiej osoby odnosi się swoje życie i chce się z nią być. Nie dlatego, że ona ma moc rozwiązywania moich problemów, tylko dlatego, że się ją kocha. Taki banał, ale kto to przeżył, przeżywa, wie o czym mówię.

W Kościele nie mamy nauczyć się molarności, od tego są zajęcia z etyki. W Kościele mamy doświadczyć Boga żywego, który porwie nasze serce raz na zawsze. Nie dajmy sobie wmówić, że taka Ewangelia jest tylko chwilowym pocieszeniem. To jest prawdziwa Ewangelia przepłacona Krwią Chrystusa, który wzywa nas do wielkich rzeczy. Możemy taplać się w bajorze i udawać, że przeżywamy wczasy życia, a możemy kąpać się w oceanie. Wybór.