Zaznacz stronę

SŁOWO

On chcąc się usprawiedliwić – tak zauważa ewangelista. 

To często nasza postawa. Chcemy się usprawiedliwić w tym, że nasza wiara i miłość kończy się na deklaracji. Znamy przykazania, znamy nauczanie Kościoła, część z nas trochę zna Biblię. Usprawiedliwiamy się przed ludźmi, zawsze znajdziemy sobie jakieś tłumaczenia, kiedy nawalamy. Usprawiedliwiamy się przed Bogiem. W ogóle chcemy ciągle być w porządku w naszych oczach. 

Jaka jest reakcja Boga na nasze usprawiedliwianie? Widać to w przypowieści o Samarytaninie. 

Człowiek w rowie to grzesznik – każdy z nas, leżący po pobiciu przez słabości i grzechy. Rany tego człowieka to symbol skutków pobicia. Jego stan jest opłakany, wygląda na półumarłego – wygląda tak okropnie, że pobożni ludzie (kapłan i lewita) omijają go szerokim łukiem, bo śmierdzi, bo można się zarazić jakimś choróbskiem, bo według nich powinien doprowadzić się do porządku, by być na ich poziomie, by być godnym spotkania z nimi. Pominięcie go, przez nich, nie sprawia, że lepiej się poczuje, że wróci do zdrowia. Kto wie, czy nie padło z ich ust: dobrze mu tak, jest winien tego, że tak leży, bo mógł iść inną drogą, być bardziej uważanym.

Podchodzi Samarytanin – jest nim Jezus. Podchodzi i bez wyrzutów wzrusza się moim widokiem. To jak wyglądam po upadku i pobiciu – wzrusza Jezusa. On się nie brzydzi moim grzechem, nie czuje się obrażony, ale jest wzruszony. Opatruje, zawozi do gospody i płaci za moje zdrowie. Bóg działa inaczej niż pobożni ludzie.

Muszę jako grzesznik uznać, że leżę w rowie półumarły. Jasne, funkcjonuje mój organizm, ale nie mogę już nic działać, jestem zdany na łaskę Boga. Jeśli mówimy o chrześcijaństwie to muszę uznać swoją słabość i niemożność działania. Wtedy On przychodzi i wzrusza się moim widokiem. Leczy mnie i doprowadza do stanu, w którym mogę działać. Jednak jest we mnie dużo wdzięczności, która pcha mnie do robienia dobra, niewygrażania szabelką innym grzesznikom. Sam doświadczając mocno swojej słabości i zbawienia już nigdy nie będę odczuwał potrzeby głośnego wypominania innym grzechów.

Ta przypowieść mówi też o miłości w wymiarze społecznym. Samarytanin był inny. Dla Żyda, kapłana, lewity, niewiele znaczył. A jednak to on okazał się człowiekiem. Popatrzmy na nasze relacje sąsiedzkie, rodzinne, na nasze patrzenie na polityków z nie-naszej opcji. Oni są dla nas inni. To ich mamy kochać, szukać w nich dobra, nie własnego interesu. 

Jeśli nie będziemy się tego uczyć, to już przegraliśmy i nie możemy mówić o sobie jestem chrześcijaninem. Chrześcijanin to ten, co ma pomóc. Nie nadąsać się, że on, to z innej opcji, ale szukać dobra. To jest właśnie to, co ma nas odróżniać od reszty świata. Szukanie dobra, nie podziałów.

A ten leżący? Przecież to jest obraz tych wszystkich ludzi, którymi gardzimy, którym wypisujemy hejterskie komentarze w mediach społecznościowych, o których plotkujemy na schodach Solarisa, to są ci, których przeklinamy oglądając wiadomości z polityki. 

To wszystko jest bardzo trudne, ale jest do wykonania, sam Bóg tak mówi. Polecenie to bowiem, które ja ci dzisiaj daję, nie przekracza twych możliwości i nie jest poza twoim zasięgiem. Słowo to bowiem jest bardzo blisko ciebie: w twych ustach i w twoim sercu, byś je mógł wypełnić.

Nie usprawiedliwiamy się, ale czyńmy podobnie, jak On nam uczynił.