Zaznacz stronę

Na dziś.

Odkąd poznałem Ignacego i Jego sposób patrzenia na świat, człowieka i Boga, to wiem, że podstawowym zadaniem człowieka, nie tylko chrześcijanina, jest szukanie dobra. Wszystko, co Bóg stworzył, było dobre, a więc szukanie dobra, to w rzeczywistości szukanie Boga.

Jest dużą pokusą chcieć zredukować chrześcijaństwo do systemu ostrzegania i piętnowania. I nie chodzi mi tutaj wcale o środowiska fundamentalistyczne, ale każdego z nas. Wielu z nas, wbrew temu, co deklaruje przeżywa swoją wiarę w lęku. Więcej czasu spędzamy na zastanawianiu się nad granicami grzechu, nad samym grzechem, niż na mozolnym, codziennym szukaniu w sobie dobra. To nie jest narcyzm. To jest uczenie się umiejętności dostrzegania dobra w drugim człowieku, w świecie i Bogu.

Tak, jak patrzymy na swoje życie, tak widzimy całą resztę. Jeśli kocham fatalizm, to tak też patrzę na wszystko poza mną. I żadne zaklęcia nie pomogą. Tak po prostu mamy. Znalezione dobro w sobie i poza, jest źródłem życia, bo tylko Bóg daje życie.

Tymczasem wymierzanie sprawiedliwości, to nic innego, jak wracanie do początków, do tego, co Bóg stworzył i zamierzył, to przywracanie ładu, nie wymierzanie kar.

Na nic się nie przydadzą nasze modlitwy, Msze święte, nabożeństwa, procesje, nowenny takie, czy inne, jeśli nie będziemy szukać dobra, jeśli nie staniemy się pasjonatami dobra.

Ignacy, człowiekowi, który przeszedł drogę Ćwiczeń Duchowych, każe na końcu odprawić kontemplację o miłości. Nie polega ona na rozmyślaniu o idei miłości, ale na ćwiczeniu się w zdolnościach detektywistycznych, polegających na patrzeniu na rzeczywistość w celu dostrzegania tego, jak Bóg trudzi się dla mnie w tym świecie. Bo miłość to czyny, nie słowa.