Zaznacz stronę

Szufladki są różne. Ładne, brzydkie, duże, małe. Różne mają przeznaczenie. W jednych trzymamy brudy, w innych skarby. O szufladkowaniu jest dzisiejsza Ewangelia. Zaszufladkowali Jezusa. Wiedzieli, Kim jest, skąd pochodzi, jaka jest Jego rodzina. Po kilku informacjach wsadzili Go do szufladki z napisem zwykły, znany nam człowiek, którego nie trzeba słuchać. I przestali Go słuchać. Wiedzieli lepiej od Niego.

Też tak robimy. Słuchamy Słowa Bożego, słuchamy ludzi, słuchamy przyjaciół, żony, męża, swoich dzieci, a później i tak zamykamy to do jakieś szufladki i wiemy lepiej, że nie trzeba się tym przejmować. Dlaczego tak robimy? Czy dlatego, że jesteśmy źli, albo grzeszni? Nie. Robimy tak, bo się boimy. Oni też się bali. Bo przecież, gdyby posłuchali swojego krajana, to ich życie inaczej by wyglądało. Musieliby wyjść z wygodnego schematu ja wiem. Po co rozwalać coś, co jest sprawdzone, wygodne, ale przede wszystkim bezpieczne? Każdy dorosły mężczyzna i dorosła kobieta siada czasem na krzesełku i tupie nogami o podłogę jak dzieciak i mówi ja wiem lepiej.

Zobaczmy, ile jest szufladek w naszym regale. Rodzina, żona, mąż, dzieci, przyjaciele, szef w pracy, wspólnota i w końcu sam Bóg. Wszystkie te rzeczywistości mają w naszym życiu szufladki, bo tak jest dla nas bezpieczniej. Ja się z nimi wszystkimi liczę, ale to ja mam władzę zamknięcia szufladki. Wierzcie mi – robimy tak nieustannie.

Jest jeszcze jedna szufladka. Uważam, że najważniejsza. Ona determinuje to, ile mamy innych i jak mocno je zamykamy. Ta ostatnia szufladka ma etykietkę – ja sam. Zaszufladkowaliśmy siebie samych. Przykładowe etykietki: nigdy w czymś nie będę dobry, nigdy mi się nie uda, zawsze już taki będę, mam swoje lata, swoje przyzwyczajenia. Zaszufladkowaliśmy się do jakiegoś obrazu siebie i on nas blokuje na zmiany, na nawrócenie. On blokuje nas w naszych relacjach. To jest szalenie ważne zobaczyć i przyznać się do swoich szufladek, tych dotyczących innych, Boga i w końcu siebie. Życie w szufladkach jest smutne. Może i ładnie wygląda, jak te szufladki, ale jest zniewolone. Jest skoncentrowane na jednym słowie – ja. Ja wiem najlepiej, co dla mnie najlepsze, jak inni powinni, i co powinien Bóg. Z takim człowiekiem nie stworzysz relacji, w której jest prawdziwa wolność i radość.

I jeszcze jedna sprawa ważna. Ta Ewangelia mówi o tym, że Bóg jest w rzeczach prostych. Mieszkańcom Nazaretu do głowy nie przyszło, by w prostym swoim sąsiedzie zobaczyć Boga. Też tak często mam, że łapię się na tym, że Boga chcę szukać w nie wiadomo czym, że – jeszcze inaczej mówiąc – nastawiam siebie samego na to, w czym On może do mnie przyjść, zamiast Go szukać we wszystkim. Szczególnie w tym, co proste i w tym, jak podpowiada św. Paweł w II czytaniu – w trudnościach, niedostatkach, kryzysach, trudnych sprawach. One są pełne Boga. Tylko my często, nawet nie czasem, wiemy lepiej, gdzie On jest. I się rozmijamy. Zostajemy w smutku i lęku sami, bo On nawet gdyby chciał do nas przyjść – to nie może, bo my wiemy lepiej, co dla nas dobre.

Do jakiej grupy dziś dołączasz? Tych, którzy są powodem zdziwienia Jezusa, że nie chcą cudów w swoim życiu, bo wiedzą lepiej, czy do tych, na których może położyć ręce i ich uzdrowić? Twój wybór.

SŁOWO