Zaznacz stronę

SŁOWO

Wiemy, że Jan był synem Elżbiety i Zachariasza, poprzednikiem Jezusa, którego ochrzcił; żył na pustyni i naraził się Herodowi. Znamy wiele szczegółów z Janowej biografii, więc może dziś warto spojrzeć na Niego z innej perspektywy.

Był prorokiem, a prorok to nie człowiek, który jest wróżką przepowiadającą przyszłość. Prorok jest człowiekiem żyjącym Słowem Boga, a więc jedynym odniesieniem i drogowskazem jest dla niego Bóg. To sprawia, że prorok jest samotny.

Niewielu jest ludzi, którzy przejmują się Jego słowem na serio i pozwalają, by ono oceniało ich czyny. Bycie prorokiem nie jest zastrzeżone dla wybranych, to opcja dostępna również dla nas. Być prorokiem, to pozwolić by Słowo Boga było we mnie, ale nie jako coś, czym można w innych przywalić i przywołać innych do porządku, ale siebie przywołać do porządku. Ono ma być we mnie radykalne, nie w innych.

Jan Chrzciciel nie był kameleonem, który zmienia barwy, by się upodobnić do otoczenia. Taki kameleon nawet ładnie wygląda, ale tak naprawdę jest to sposób na to, by się tylko uchronić, a więc działanie ze strachu. Jan się nie bał. Mógł spokojnie powiedzieć Herodowi (pamiętacie tę historię kiedy Herod postanowił zamknąć Jana do więzienia, bo ten mówił Herodowi, że nie może żyć z żoną swojego brata), że wprawdzie nie wolno tak robić, ale że zachodzą okoliczności, w jakich można by to jakoś załatwić, tymczasem Jan nazywa białe – białym, czarne – czarnym. Nie wchodzi w logikę szarości, w której często jest dobrze. Bo przecież nie zdradzamy Boga jakoś drastycznie, jak mówimy: nikogo nie zabiłem, nie zdradziłem i nie okradłem, a to że czasem obgadam sąsiadkę, albo wydrę się na dziecko, czy przemilczę zło, to nic. To właśnie jest szarość. Jan Chrzciciel używał tylko wyrazistych barw. Białe nazywał białym, czarne – czarnym.

Oczywiście zapłacił za to wysoką cenę. Życie. Ale czy różnił się od swego Mistrza – Jezusa? A przecież ciągle mówimy, że chcemy Pana naśladować. Życie każdego człowieka ma sens. W Bogu zakorzeniony, od Niego pochodzący, na Boży wzór ma przed sobą perspektywę życia i mocy. Chyba za mało uświadamiamy sobie i co za tym idzie, nie korzystamy z owego współuczestnictwa w życiu Bożym.

Jaki sens miało życie Zachariasza i Elżbiety? W ówczesnym świecie uważać się mogli za bankrutów życiowych, bo nie mieli potomstwa. Na cóż im się zdał fakt, że Zachariasz był kapłanem i służył w świątyni? Nie było tego, co nadawało sens. Pomimo, czy też wbrew wszelkiej nadziei Bogu powierzali tę troskę, na Nim budowali doświadczenie (po ludzku) owego bankructwa. Bóg nadaje sens, a człowiek jest zaproszony do odkrycia i przyjęcia go. Kimże będzie to dziecię? To pytanie o każdego z nas.

Pan mówi do nas: to zbyt mało, iż jesteś mi sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi. To właśnie było siłą Jana, nie magiczne sztuczki, nie nadludzka siła charakteru, ale Bóg i Jego misja. Nic więcej.

Wstańmy z kolan, z tego wszystkiego, co wgniata nas w ziemię i żyjmy na poziomie, z głową podniesioną, nie jak sługa – jesteśmy światłością. Mamy świecić, ale nie traktujmy tego jako zadania, ale jako dar i godność. Kobieto i Mężczyzno, nie jesteś byle kim!

Ps. Z dzisiejszej Ewangelii wynika, że rządzą kobiety. Elżbieta powiedziała stanowcze: „NIE!” i stało się tak, jak chciała ona. A facet jak zwykle stracił głos.