Zaznacz stronę

Zauważmy, że Błogosławieństwa są tak skonstruowane, że Jezus nie mówi: będą błogosławieni, ale używa czasu teraźniejszego. Już są błogosławieni.

Są ludzie błogosławieni i przeklęci. Kiedy się o nich czyta, można odnieść wrażenie, że to ktoś ich błogosławi czy przeklina. Tymczasem to jest auto-błogosławieństwo auto-przekleństwo. To zależy od nas, od naszych wyborów, decyzji i działań. Wchodzenie na prawdziwą drogę Boga przypomina trochę proces wychodzenia z socjalizmu do kapitalizmu. Każdy z nas jest odpowiedzialny za skutek wyborów w swoim życiu. Trzeba, byśmy wzięli się do roboty, a skoro się nie bierzemy, nie obwiniajmy całego świata za brak spodziewanych efektów – to się tyczy również życia duchowego. Żaden cud nam nie pomoże, jeśli nie chcemy widzieć cudów w teraźniejszości. Nikt, nawet zmarła babcia, która przychodzi z zaświatów, nie przekona nas, że warto zmieniać siebie.

Człowiek przeklęty to taki, który nie daje żadnych owoców. Jest, trwa, ale nic więcej. Wielu jest takich. Pan bada po owocach, nie po pięknym wyglądzie.

Błogosławieństwa to nic innego, jak instrukcja obsługi naszego życia, naszej codzienności. To opis ludzi, których nazwalibyśmy innymi. Mamy być innymi od tych, o których możemy poczytać w gazetach. Mamy robić rzeczy niepopularne, po prostu kochać, czyli nie złorzeczyć nawet wtedy, kiedy wydawałoby się ze sprawiedliwości, że możemy.

Zobaczmy w sobie: nagiego, smutnego, złaknionego, pokornego, ubogiego, czystego Mężczyznę i Kobietę. Wtedy będziemy błogosławionymi czyli szczęśliwymi.

SŁOWO