Zaznacz stronę

Gdy byłem w okresie zakazów, niczego nie pisałem „do szuflady”, rozumiałem zakazy tak, że nic, co mogłoby być publikowane nie wychodzi ode mnie. Zrobiłem tylko jeden wyjątek. Zachowałem kazanie z 15 sierpnia, z Wniebowzięcia Matki Bożej. Kiedy je przeczytacie zrozumiecie dlaczego. Jak, co roku, pojechałem w wakacje do Pucka, do najlepszego miejsca na świecie, do Hospicjum Jana Kaczkowskiego. Poznałem Ludzi, którzy na chwilę wpuścili mnie do swojego cierpienia i śmierci. Publikując to kazanie chcę im podziękować za ten dar.

Kazanie:
Dzisiejsze święto to pochwała życia. I to niezwykłego życia, ale rozumianego jako życie wieczne. Życia, które człowiek może przeżywać na wzór Boga, który jest wieczny. 

17 lipca, to był piątek. Byłem wtedy na swoim urlopie w puckim hospicjum. Ale wcześniej była środa. Około 11.00 na trzecim tarasie siedzieliśmy z Karolem, Panią Jagodą, Panem Wieśkiem, Panią Agnieszką i Panem Edziem. Oni palili papierosy, ja swoją fajkę, mówili mi o tym, że trzeba się z życia cieszyć i brać, ile można. Pan Wiesiu leżał na swoim szpitalnym łóżku, reszta siedziała na wózkach; panią Jagodę trzeba było zapiąć pasem, bo oprócz nowotworu była sparaliżowana po lewej stronie, więc mogła upaść z wózka. Odpalałem im te papierosy, rozmawialiśmy, Karol się śmiał, że go ten papieros zabije, bo przecież jego przełyk już prawie nie istnieje. O 17.00 była Msza transmitowana przez Internet, na której była ta sama ekipa. Czterdziestoletni Karol pierwszy raz w życiu czytał czytanie, ledwo było można go zrozumieć, ale czytał. Strasznie się z tego cieszył. Później był czwartek i towarzystwo było bardzo słabe. We wspomniany piątek, Karol został w łóżku, po 12-tej byłem u niego, ale spał. Wsiadłem na rower i pojechałem do MacDonalda na obiad. Po drodze zadzwonili z hospicjum, że mam natychmiast wracać. Okazało się, że Karol odchodzi. Usiadłem z kawą koło łóżka i czuwałem. Widziałem, jak zmienia się jego twarz, staje się coraz bardziej blady, ręce stają się zimne, oddech niespokojny. Szeptałem mu do ucha by poszedł już do Taty, bo On jest dobry. Trzymałem rękę na jego sercu i czułem je. Po godzinie Karol wziął ostatni wdech i jego serce przestało bić. Wieczorem odeszła Pani Jagoda. 

Byli i już ich nie ma? 

Nie. Właśnie tam, w miejscu, w którym wydaje się, że rządzi śmierć, najbardziej, w ostatnich trzech latach, doświadczałem życia.

Życie wieczne to nie jest coś z mitologii. Życie wieczne to życie na wzór Boga. Życie pełne pasji – Jego pasją jest miłość do człowieka i życie pełne roboty – jego praca polega na byciu miłosiernym. Miłosierdzie przecież to nic innego jak miłość działająca, naprawiająca.

Można jako chrześcijanin modlić się o życie wieczne rozumiane jako przedłużenie w nieskończoność, może w lepszej wersji, tego życia tutaj. Ej, ale chcielibyście na serio życia w nieskończoność, takiego jakie znamy? Ja nie. 

Kiedy dziś patrzymy na Maryję, która z ciałem i duszą jest wzięta do nieba, to nie po to, by się jej historią powzruszać, albo zastanawiać, jak i gdzie, to ciało zostało wzięte. Patrzymy na nią, bo mamy sami zapragnąć życia wiecznego, czyli takiego, które nie jest przedłużaniem tego, co znamy w nieskończoność, ale jest twórczym kochaniem ludzi już dziś, na wzór Boga. Ono się nie zacznie z dniem naszej śmierci, ale ono się zacznie wcześniej. Wtedy, kiedy podejmiemy taką decyzję, że chcę.

Karol, Pani Jagoda i inni, każdy z nas, kiedy umieramy, to nie zaczynamy czegoś nowego, my kontynuujemy życie, które mieliśmy z Ojcem. Całe chrześcijaństwo uczy nas docenienia tego życia, które już mamy.

Karol, choć bardzo cierpiał, to jednak na samym końcu był bardzo spokojny. Wierzę, że było tak dlatego, że on bardzo pragnął żyć, że on bardzo pragnął przeżyć swoje życie na ile się da, do końca. Pani Jagoda podobnie. Tu nie chodzi o religijność, tu chodzi o odkrycie, że możemy, jak Maryja uwielbić Pana w swoim życiu. 

Co nam przyjdzie z podziwiania Maryi, śpiewaniu Jej hymnu, jeśli nie zapragniemy żyć swoim życiem do końca. A żeby je przeżyć to trzeba je urodzić. Tak jak to słyszeliśmy w I czytaniu. Ona jest tam pokazana jako wielka i chwalebna, ale i mowa jest też o bólach i cierpieniach. Wiedzą to doskonale kobiety, że życie rodzi się w bólach. Ból nie jest celem, jest jakby obok. Ból każdego i każdej z nas może być rodzeniem życia, może być czymś z czego ja i inni będziemy mieli życie, a może być kręceniem się wokół siebie. Ucieczka od świata na pustynię może znaczyć tyle, że nie chcę dialogować ze światem w sobie, ale chcę uciec do tego, który pomaga mi rodzić życie. 

My, chrześcijanie nie chcemy tylko wspominać wydarzeń minionych, nie żyjemy w muzeum, by oglądać stare filmy i patrzeć na gabloty z pamiątkami, ale chcemy doświadczać Boga żywego, w swoim życiu. Być w-niebo-wziętym, to doświadczyć Boga teraz, warto nosić i rozwijać w sobie to pragnienie, ono sprawia, że nasze życie nie jest czymś, co nam ucieka między palcami, ale staje się nasze do końca. 

Karol, Pani Jagoda, nie mieli życia idealnego, wręcz przeciwnie, przez długi czas bardzo usłane było ono cierpieniem, ale mieli pragnienie przeżyć je do końca na pełnej petardzie. 

Jest w nas takie pragnienie?