Zaznacz stronę

Jeden szczegół z dzisiejszej Ewangelii. „Nie przechodźcie z domu do domu.”

Jest w nas coś z ducha niepokoju. Pojawia się w człowieku potrzeba zmiany, modyfikowania. I jak zawsze, z jednej strony to jest dobre, bo nas rozwija, pomaga się uczyć. Jest w tym także niebezpieczeństwo robienia czegoś, bycia w czymś w sposób bardzo płytki. I to chyba Jezus miał na myśli, kiedy wysyłał uczniów.

W ewangelizacji i w życiu nie chodzi przecież o zaliczanie kolejnych akcji. Jest taka pokusa, by iść „na sukces”, by móc się przed sobą i innymi wykazać. Widzę to po sobie, jestem w takim rodzaju pracy, że więcej jest spraw ciągle nowych, że to, co jest stałe, to co wymaga regularności – trudniej przychodzi. Po prostu pojawia się element nudy. Ciężej rozmawiać z tymi samymi osobami, mówić kazania do tych samych osób, pisać do tych samych czytelników, pracować wśród tych samych ludzi. Nie tylko dlatego, że kończą się pomysły (na szczęście żyjemy w takich czasach, w których jest gdzie szukać), ale dlatego, że drugi człowiek mnie poznaje, wie o mnie coraz więcej, a więc i słucha tego, co mówię, przez pryzmat tego, jakim jestem człowiekiem. Z drugiej zaś strony, takie trwanie może bardzo rozleniwiać każdego. Można pójść w płyciznę, w schematyczne, skrótowe traktowanie „sprawy”, można też poddać się w byciu twórczym, myśląc, że wszyscy już wszystko wiedzą i nie ma miejsce na nowe.

Warto dziś zobaczyć, jak to jest z tym moim pragnieniem „przechodzenia”.

SŁOWO