Zaznacz stronę

Wczoraj pod wyjaśnieniem, które zamieścił DEON [KLIK] napisałem, że: „przegrywamy świat, kawałek po kawałku”.

Jest wśród nas – wierzących – wcale nie mała grupa, których nazywam szantażystami. Za każdym razem, kiedy im coś nie pasuje robią wielki krzyk, w którym mówią o zranionych uczuciach religijnych, głoszonych herezjach, krzyczą i piszą, że doniosą do przełożonych, że zachowanie (na przykład moje) sprawia, że ludzie odchodzą z Kościoła lub parafii. To ludzie, którzy bardzo dużo mówią o wolności słowa, ale tylko swojego słowa.

W ostatnim czasie wspomnę tylko o DEONIE, o ks. Bonieckim czy samym sobie. Pojawia się słowo, obraz, które ktoś nazywa kotrowersyjnm i podnosi się larum. Wielu ludzi w Internecie pisze swoje posty, listy sprzeciwu, jeden czy drugi portal, który mieni się obrońcą wiary katolickiej, pisze kolejny paszkwil, który przez popleczników zostaje rozkolportowany. To już nic nie znaczy, że ten za kogo się tym razem wzięli nie zrobił nic złego, ani nie głosi rzeczonych herezji, ani nie nawołuje do nienawiści, ani nie chce nikogo gorszyć. Skutek jest taki, że ktoś zostaje uciszony, ktoś rezygnuje z obrazu. Tłum ogłasza zwycięstwo, a później staje przed Panem na modlitwie z poczuciem kolejnej wygranej wojny z heretykami i gorszycielami.

Niby wszystko jest ok. Nie ma większej afery, a ci zgorszeni mogą pójść w inne rejony świata szukać kolejnych powodów do tego, żeby się gorszyć. Tak – oni tego potrzebują, bez ogłoszenia kolejnego zgorszenia nie potrafią usiedzieć na miejscu.

Nie, nie wszystko jest dobre. Ale nie wszystko, co tłum nazywa złem jest złem.

Przegrywamy świat, kawałek po kawałku, bo oddajemy go szantażystom i terrorystom. Oddajemy dla świętego spokoju, czasem zaś po to, by móc robić inne rzeczy, powiedzmy to otwarcie: by nie zostać zblokowanym. W perspektywie wiary i posłuszeństwa potrafię to sobie wytłumaczyć. W mojej osobistej drodze jest to całkowicie do przyjęcia, jednak za każdym razem, kiedy ulegamy szantażystom zostaje we mnie niesmak, poczucie tego, że zdradzam swoje sumienie, że robię coś tylko dlatego, że inni tego chcą, a nie dlatego, że rozeznałem to jako dobro.

A najbardziej szkoda mi tego, że robią to ludzie z mojego Kościoła; ci, którzy ze mną idą do Eucharystii.

Ps. Nie ten obraz mnie nie gorszy. Za chwilę zaczniemy Adwent czas przygotowania do Bożego Narodzenia, do prawdziwego, realnego człowieczeństwa Jezusa, a więc i macierzyństwa (kobiecości) Miriam. Już Pan Jezus mówił, że problem bywa w sercu człowieka, nie w tym, co na zewnątrz.