Zaznacz stronę

Dziś znów usłyszymy wiele wzniosłych kazań o tym, że świętość to wypłynięcie na głębię, to podjęcie ryzyka, zejście z kanapy, byciem mężnym, bycie człowiekiem, który nie boi się mieć swojego stylu, jak Jezus. Wszystko to jest bardzo wzniosłe i piękne, ale…

Ale, zauważcie, że kiedy ktoś na serio zaczyna tak żyć, to ci, którzy go do tego inspirowali, szybko gaszą jego pragnienia i działania i mówią: tego ci nie wolno, tak nie wolno się modlić, tak nie działa święty, musisz się zmieścić do naszego myślenia. Bardzo boimy się świętości realnej, prawdziwej, z krwi i kości, wolimy świętość teoretyczną, nieskalaną, bo na papierze. Boimy się świętości na wzór Mistrza z Nazaretu, boimy się świętości, która rusza nasz święty spokój.

Coraz częściej mam wrażenie, że nasz Kościół, dokładniej jakaś jego część, nie chce wcale świętości, nie chce Boga żywego. Woli bożka, którego sobie stworzyliśmy, który jest opisywalny, dostosowany do naszego poczucia bezpieczeństwa. Wcale nie chcemy wypływać na głębię, ryzykować czy schodzić z kanapy. Nie, wcale tego nie chcemy. Wolimy uganiać się za wrogami, błądzącymi i grzesznikami, ale nie dlatego, że chcemy ich dla Jezusa pozyskać, ale by im dowalić, udowodnić, że są godni (według nas) piekła.

Kurde, obudźmy się, bo dziś znów pójdziemy na cmentarz, zapalimy brzydkie znicze za 90 gr. i tyle. Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał to daremne są nasze znicze i modły. To wszystko są śmieci. Na dzień, w którym mamy rozbudzić nasze serca do świętości my wolimy rzucać hasłami w stronę braci protestantów: heretycy; w stronę Franciszka: zdrajca. Dziś przecież będziemy czytać o tych, którzy są przybyszami, ubogimi, nędzarzami, zagubionymi i usłyszymy: JA JESTEM JEDNYM Z NICH.

Co to za Kościół, w którym księża boją się mówić o Ewangelii żywej, bo bezpieczniej jest mówić o systemie religijnym? Co to za Kościół, w którym, kiedy komuś powinie się noga, my jak sępy gromadzimy się by go zeżreć na ołtarzu naszej próżnej świętej racji? Co to za Kościół, który budujemy na znajomości z księdzem sprzed lat, a dziś nie potrafimy popatrzeć w twarz, temu któremu zarzucamy bycie diabłem? Jaka to świętość, która ładnie się uśmiecha i kończy maila: z pozdrowieniami w Panu, a równocześnie, w zaciszu naszych domostw wysyła drugiego do piekła? Jaka to świętość, która potrafi znaleźć ofiarę i pastwić się nad nią przez wiele dni, tygodni, by na końcu powiedzieć: będę się za ciebie modlił.

Chcę patrzeć na niezliczonych świadków wiary i chcę być tak samo szalony jak oni, tak samo jak oni podjąć ryzyko poszukania Jezusa w sposób niepowtarzalny. Świętość nie ma nic wspólnego z ludzką świętoszkowatością, nie ma nic wspólnego z tym, że się będziemy zachowywać jak ludzie pozbawieni życia. Walczymy z Halloweenem, a tak naprawdę większość z nas żyje jak żywe trupy, bo nie wierzymy Łasce, która przychodzi. Świętość to nie zawody kto lepszy, ale to bezczelne korzystanie z Łaski Boga, którą daje nam za darmo.