Zaznacz stronę

SŁOWO

Przeżywamy dzień radosny, wbrew tej poważności, którą serwują nam dziś media. Dzień Wszystkich Świętych. 

Dzisiejsza Ewangelia jest o kontraście. Nie można mówić o Świętych i świętości bez tej właśnie cechy. Kontrast między światem, albo raczej sposobem życia, który świat proponuje, a tym, o czym mówi dziś Pan. 

Świętość to zwyczajne, codzienne życie, ale różniące się tym, że idziemy jakby po linie. Po linie wyborów i decyzji, że prócz miłości do siebie, wybieram też miłość do drugiego.

O ryzyku jest dzisiejsza Ewangelia. Nie o niedorajdach życiowych, które dają się wykorzystywać innym lub tych, co lubią być bici. Jezus dziś nie uprawia taniego pocieszania, by pogłaskać tych, co im źle. To Ewangelia o tych, co są odważni i co się nie boją inności, swojego stylu. Jezus mówi, że błogosławieni, ci którzy pozwalają swojemu sercu na przyznanie się do tego, że czegoś im brak i ten brak podejmują, a nie udają, że go niema, i nie zagłuszają. Jezus mówi, że błogosławieni, ci co pragną, a więc mają pragnienia, chcę więcej, bardziej, mocnej. A więc ryzykują. Odczuwają strach, płacą cenę (prześladowania, odrzucenia), ale idą pod prąd, są inni. Inaczej widzą to, co nazywamy codziennością. Jezus mówi, że mają się cieszyć jeśli ich prześladują. Co to jakiś ruch masochistyczny? Nie, to nawoływanie do tego, by udać się na prawdziwą walkę, nie na podróbkę tandetną, nie na oplucie swojego brata, ale na pójście na całość. By wiedzieć, że kiedy boli, to właśnie jest się na dobrej drodze. 

Pierwsi chrześcijanie sami siebie nazywali świętymi. Dopiero w późniejszych wiekach stopniowo to określenie zaczęto odnosić do tych „lepszych” chrześcijan. Najpierw tylko do męczenników, a potem także do tych, którzy w sposób wyjątkowo dobitny świadczyli swoim życiem o Jezusie i żyli zgodnie z Ewangelią.

A może by tak wrócić do intuicji pierwszych chrześcijan i odważyć się nazywać siebie samych świętymi? Wtedy nie tak łatwo przychodziło by nam mówienie, o tym, że świętym, to może zostać tylko ktoś niezwykły, wielki. 

Świętość to przygoda do jakiej zaprasza nas Bóg. Przygoda nie dla wybranych, nie na końcówkę życia, ale na co dzień. Jako mąż, żona, dziecko, nauczyciel, robotnik, ksiądz. Świętość to przede wszystkim chęć życia, nie świętoszkowatego, ale zwyczajnego. To życie człowieka takiego jak ja i ty, który chce swoje życie przeżywać z wdzięcznością, nie tylko Bogu, ale i sobie, że mu się chce żyć dobrze, i innym.

Wydaje się, że świętość to to, o czym mówi dzisiejsze drugie czytanie. Odkrywanie, że jesteśmy dziećmi Bożymi. A, co to znaczy na co dzień? Znaczy to choćby to, że możesz chodzić z podniesioną głową, że jesteś kimś. Ile razy my chodzimy z głową w dół, ile razy czujemy się zniszczeni, poniżeni. Bo kolejna kłótnia w domu, bo znów szef, który dziwnie się patrzy na mnie, bo mąż, który znów się napił. 

I oczywiście Jego miłość nie jest tanim pocieszaniem, nie jest narkotykiem, który sprawia, że nasze życie jest kolorowsze. Nie. Bóg nie jest oszustem. On, dając nam swoją miłość, daje nam szansę na podniesienie głowy, otworzenie się na nową godność, która daje siłę do wzięcia swojego życia, w swoje ręce. Do zrobienia czegokolwiek, by żyło się inaczej niż na co dzień. 

To jest właśnie owa świętość, którą dziś czcimy. Tysiące, miliony anonimowych ludzi, którzy podnosili swoje głowy, w trudnych sytuacjach życiowych, bo czuli, że rzeczywiście są dziećmi Boga.

A więc, patrząc dziś na innych świętych, chciejmy dziś siebie zachęcić, by iść dalej. By pragnąć mocniej, by chcieć w swoim życiu już być świętym, a więc ufającym Bogu. Nie kończmy tego dnia tylko na podziwianiu i wspominaniu dobroci innych, ale sami nawzajem się do niej zapalajmy i namawiajmy.