Zaznacz stronę

SŁOWO

Przeto i ja, usłyszawszy o waszej wierze w Pana Jezusa i o miłości względem wszystkich świętych, nie zaprzestaję dziękczynienia, wspominając was w moich modlitwach.Rozpoczynam od tego zdania, bo chcę wam podziękować za odwagę słuchania Słowa i rozbudzania swojego serca. Dziękując wam, chciałbym i was zachęcić byście dziś sobie podziękowali właśnie za bardziej, czy mniej świadome decyzje bycia przy i z Panem Jezusem w codzienności. Doceńcie też to, że choć zdarzają się nam decyzje głupie i egoistyczne, to jednak jest w nas wiele dobra. Jest wiele takich momentów, w których wybieramy dobro, wcale nie zawsze dla nas wygodne i przyjemne. 

Dla mnie osobiście wielką radością jest móc być świadkiem tego, co nazywamy drogą do Pana, a więc czyjegoś starania się chodzenia za Nim i z Nim. Za to wam dziękuję. 

Świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. W tzw. świecie,Boże Narodzenie już się skończyło. Byłem w piątek w jednym z supermarketów, można było tam zauważyć pośpieszne zdzieranie dekoracji bożonarodzeniowych, a w głośnikach leciała już zwykła muzyka. Ani śladu po Bożym Narodzeniu. 

Boże Narodzenie musi mieć swój dalszy ciąg. Właśnie w codzienności, po schowaniu choinek, powrocie do pracy, trzeba nam kontynuować przyjęcie Boga. Tak jak wychowywanie dziecka nie kończy się po wyjściu ostatnich gości z imprezy przygotowanej na cześć jego narodzenia. Prawdziwe życie wtedy właśnie dopiero się rozpoczyna. W codziennym zmaganiu, nocnym wstawaniu, w oczekiwaniu w kolejce do lekarza itd. 

Od nas zależy, czy nasze Boże Narodzenie już się skończyło, czy ma swoją kontynuację w codzienności, w podejmowaniu niewygodnych dla siebie decyzji, w wychodzeniu z zaklętego kręgu swojego interesu. Wielu chrześcijan, jak co roku wypowiedziało nad sobą stare zaklęcie – święta, święta i po świętach. Czyli było miło, ale się skończyło. No właśnie nic się nie skończyło. Jezus nie był figurką wypożyczoną z muzeum na okres dwu dni. Jezus jest Bogiem żywym, który przychodzi do swojej własności

Dalsza część ewangelii mówi właśnie o tych, którzy się jednak przejęli Słowem. Bóg daje moc, tym którzy Go przyjmują. Nie jest to moc magiczna, automatyczna, zwalniająca nas z wyborów, decyzji czy nawet niwelująca nasze grzechy. Ta moc, to nic innego, jak poczucie tego, że Bóg jest Emmanuelem, czyli Bogiem z nami. A co to znaczy w praktyce? A no choćby to, co mi napisała pewna kobieta w mailu. Ten tydzień spędziłam w Nysie z mamą. Mama mieszka sama, ma astmę, coraz trudniej jej schodzić do piwnicy i podkładać do pieca centralnego ogrzewania. W życiu różnie się działo, wiem, że ma trudny charakter. Ale muszę ją wziąć do siebie. Prywatny spokój nie jest wartością absolutną. Nie będę też spokojna, gdy jej nie wezmę (bo może rozsypie się moja rodzina, bo może to, bo może tamto).  Starym ludziom to się należy. Nie jest tak, że tylko młodym coś się należy.

Bóg, tym którzy Go przyjęli daje moc, aby stali się Jego dziećmi. Być Jego dzieckiem, to żyć na ziemi, to być uwikłanym w to, co nazywamy codziennością, w te same wybory, które stoją przed nie-przyjmującymi Go, a jednak z tym przekonaniem, że nie jest się samemu, że się żyje w Jego obecności, a zarazem w wielkiej tęsknocie za Nim. Jak pewna starsza Pani, która na pytanie, dlaczego mówi o śmierci odpowiedziała, że kocha żyć, ale chce już być z Bogiem – cały czas…

Niech ta dzisiejsza Eucharystia będzie uczeniem się dostrzegania Boga w niepozornych znakach (jak choćby chleba i wina), uczeniem się wychodzenia z siebie dla innych. Ona nie jest tylko pamiątką, obrazkiem, jest rzeczywistym uczestnictwem w Śmierci i Zmartwychwstaniu Pana. Kiedy mówimy to czyńcie na moją pamiątkę, to nie znaczy tylko tyle, byśmy powtarzali gest, ale znaczy przede wszystkim byśmy wydawali swoje ciało i swoją krew za innych.