Zaznacz stronę

SŁOWO

Król Herod słyszał o Jezusie i nic się nie wydarzyło w jego życiu, skupił się na mocach cudotwórczych. Tak jest dokładnie z nami, kiedy liczą się dla nas ciągle nowe wrażenia, a nie chcemy wejść w codzienną wierność swojej drodze. W tle historii Heroda pojawia się mega postać. Wojownik bezkompromisowy, ktoś, kto nie wszedł w głupie gadanie, ktoś, dla kogo wartości, obrana droga i sposób patrzenia na świat nie skończyły się w momencie, kiedy zaczęło go to kosztować.
 Jan Chrzciciel.

Stracił głowę tylko dlatego, że powiedział: Herodzie, jesteś zwykłym oszustem. Nie bawił się w zawiłe tłumaczenia o prawie Heroda do szczęścia z kolejną kobietą. Nie, stracił łeb, bo kochał Boga, ale też dlatego, że ta jego miłość nie była tylko sentymentalnym pitoleniem.
 Tego radykalizmu bardzo często brakuje w naszym życiu. Jest za to pełno chrześcijan, którzy niczym nie zachwycają. Dziś wielu chrześcijan, kiedy w ich życiu doszłoby do takiej konfrontacji, jak Jana z Herodem, zaczęłoby gadać o tolerancji, o tym, że każdy ma prawo do szczęścia, uczuć czy wolnego seksu. Niektórzy zapaliliby jeszcze z Herodem fajkę, z takim czy innym wkładem, by się z nim zbratać.

Dalibyście sobie dziś odciąć łeb tylko za to, że nie zgodzilibyście się na to, żeby wasz kumpel przespał się z koleżanką?
 Zobaczcie, żyjemy w świecie, gdzie wszystko, w imię ubóstwionej wolności jest dozwolone i obojętne. Jeśli się z tym godzimy, to trzeba jasno i odważnie zapytać siebie – po cholerę nam w takim razie Jezus?

Warto sobie przypomnieć, za Kim idziemy. I iść z siłą, oddaniem, a to musi realizować się wtedy, kiedy nikt nie widzi, co robimy z wolnym czasem, to się musi przełożyć na nasze nieużalanie się nad sobą, to się musi przełożyć na relacje, na rodzinę, osobistą modlitwę, spowiedź, sakramenty, jednoznaczność przed ludźmi, język, nałogi. Albo będziemy mieli poziom, albo okażemy się największymi hipokrytami na świecie.

Naprawdę niczego nie musimy się bać. W najgorszym wypadku ktoś tylko utnie nam głowę. Taka Ewangelia, jak ta dzisiejsza jest przypomnieniem, że naprawdę nasza ojczyzna nie jest tutaj. To tutaj, ważne, fajne, dobre, potrzebne, ale nie jest ostateczne. Jan to wiedział i był konsekwentny. Naszym celem nie jest życie na ziemi, chrześcijaństwo, Kościół, mąż, żona, zakon. Naszym celem jest Bóg.

* * *

Ludzie nie żyją, większość z was nie żyje, jedynie podtrzymujecie swe ciało przy życiu. To jednak nie jest życie, ale wegetacja. Nie żyjecie tak naprawdę, dopóki nie będzie wam obojętne, czy jesteście żywi czy umarli. Dopiero wtedy żyjecie, kiedy jesteście gotowi utracić życie – zaczniecie żyć. Ale jeśli zaczniecie chronić swe życie, jesteście martwi. A. de Mello SJ

Ps. Prosimy o wsparcie: https://zrzutka.pl/kawiarenka