Zaznacz stronę

145
SŁOWO
Dobra nowina polega na tym, że jeśli wszystkiego od razu nie rozumiem i nie widzę sensu, to wcale nie znaczy, że moje życie jest bez sensu i nadziei.
Z jednej strony uczy mnie to pokory. Takiej mądrej pokory, w której człowiek akceptuje czas, swój rozwój, pewien proces, a z drugiej staje się wyzwaniem, bo nie pozwala mi spocząć na laurach.
Skoro wszystkiego nie wiem i nie rozumiem, to muszę szukać owego sensu, czyli ruszyć swoje cztery litery. Nawet jeśli jest to mały kroczek.
Nadzieja jest też w smutku, który każdy z nas przeżywa, z różnych powodów i w różnym czasie. Szczególnie ten wynikający z pójścia za Panem, a szczere za Nim chodzenie zawsze boli, ten smutek nie jest moją przegraną.
Zapowiedź Jezusa, że smutek zamieni się w radość, to nie jest tanie pocieszenie. To jest prawda, która już nie raz w naszym życiu się potwierdziła, że zło to nie jest ostatnie słowo.
Popatrzcie, ciągle słyszymy Jego Słowo, które ma nas podnieść, ono musi sprawić, że znów zapragniemy walczyć. Słuchamy, bo On tego chce. Pewnie, że mamy, tak po ludzku różne motywacje, ale to jest mało istotne w momencie, kiedy Jemu pozwalamy na działanie w naszym życiu, czyli mówiąc inaczej – nawracamy się, a więc zmieniamy nasze myślenie. To słuchanie musi w nasze życie wnieść świeżość.
Nie chcę zadawać kilku banalnych pytań: co dziś zrobisz, czy zmienisz? One często spływają po nas, jak woda po kaczce, ale dzisiaj pytanie brzmi, czy pozwolisz Jemu – Jezusowi rzucić światło na to, co dla Ciebie bolesne, czy zaryzykujemy by oglądając jedno z tych miejsc, które jest źródłem bólu? To światło to nie jest magia, to zachęta by zrobić wszystko, co w naszej mocy, by to zmienić.
Jezus swój strach pokazał Ojcu i to sprawiło, że został umocniony i przemieniony