Zaznacz stronę

OB-YI075_0725re_G_20130725125506
W przypowieści o dwóch synach z piętnastego rozdziału Ewangelii Łukasza, pada takie zdanie. „Nie chciał wejść do środka”.
Nie chciał, bo nie mieściło się w jego głowie, że ojca, któremu całe życie wiernie służył, stać na taką niesprawiedliwość. Bo jak inaczej nazwać to, co działo się teraz w domu, ta impreza na cześć grzesznika?
Powiedzmy sobie szczerze – znamy tylko dość nieczyste intencje tego młodego. Postanowił wrócić do ojca nie dlatego, że nagle odczuł wielką miłość i żal. Skończyły się pieniądze oraz możliwość godziwego i wygodnego życia, które spędzał na zabawie. Okazało się nagle, że jego decyzja o odejściu wcale nie była dorosłością, ale dziecinadą. Teraz, kiedy stracił grunt pod nogami, wraca do ciepełka ojca. Owszem wymyślił sobie tę całą śpiewkę o poczuciu grzeszności, ale do końca nie wiemy, co miał na myśli.
Bardzo jest do nas podobny, w naszych nawróceniach, w tych momentach, kiedy postanawiamy zerwać z grzechem. Dużo w nich wyrachowania, a nawet zmęczenia grzechem i sytuacją, którą on w nasze życie wprowadza.
Ojciec jednak, w ogóle się tymi motywacjami nie przejmuje, nie wypytuje młodszego o to, gdzie był, co zrobił z majątkiem, nawet nie pyta o to, czy to nawrócenie jest trwałe, czy na pokaz. Nic go to nie obchodzi – liczy się obecność tego, którego wydawało się utracił.
Każdy z nas jest starszym synem. Owszem, często uprawiamy gierkę przed sobą, polegającą na tym, że udajemy skruszonych, ale powiedzmy sobie szczerze, ile razy jest tak, że kiedy widzimy grzeszników większych od nas, to krew nas zalewa, że lepiej się im powodzi, że jeszcze piekło ich nie pochłonęło? Popatrzmy ile w nas żalu, że całe życie przy Kościele, Panu Bogu i nic z tego nie mamy, a przynajmniej nie mamy tego, czego byśmy chcieli?
O czym jest ten tekst?
Najpierw o tym, że Bóg jest dobry dla każdego człowieka, niezależnie od tego, czy my na to pozwalamy czy nie. Potem o tym, że każdy z nas jest grzesznikiem i każdy z nas, od Boga odchodzi i ma prawo do Boga wrócić. I nie nasza to sprawa, co dzieje się między grzesznikiem, a Bogiem.
Jest też o tym, że jest w nas żal. Wcale nam często nie zależy na tym, by inni do Boga wrócili, wcale nam tak naprawdę nie zależy na dobru innych ludzi, a zleży nam na „świętym spokoju” i na tym, by ktoś zauważył, a najlepiej Bóg i wszystkim ogłosił naszą sprawiedliwość.
To świadczy o prostej, ale okropnej sprawie. Robimy z chrześcijaństwa sposób na wychowanie innych (bo my już jesteśmy OK), a zapominamy o tym, że całkiem o coś innego w tym chrześcijaństwie idzie.
Idzie o miłość.

Zakopane, 12 IX 2013.