Zaznacz stronę

Wczoraj minęło dziesięć lat od śmierci Józefa Życińskiego, bp lubelskiego. Nie jest żadną tajemnicą, że przez wielu ludzi Kościoła był kimś, kogo się nie cierpiało. 

To jeden z wielu przykładów na to, że zdarza się, iż w Kościele ludzie o wyrazistych poglądach nie są lubiani. I nie chodzi o to, że trzeba się z nimi zgadzać, ale problem jest w tym, że ludzie o wyrazistych poglądach zmuszają innych do myślenia. 

W każdym środowisku, również w Kościele, grozi nam skostnienie. To nieszczęsne „zawsze tak było”, które nie uwzględnia tego, co jest „dzisiaj”. We „wczoraj” wielu się osadziło i jest im tam dobrze, mają tam swoje interesy, więc nie chcą dopuścić do siebie nawet myśli, że można inaczej, bo boją się utraty swojego majątku, cokolwiek nim jest. Wielu dzisiejszego świata i o to, co walczą ludzie nie rozumie, albo chce sprowadzić do swojego 0-1 myślenia.

Życiński mówił, że Kościół nie jest oblężoną twierdzą, która ma się bronić, ale o budowanie mostów ze światem. Mosty, podobnie jak te realne na rzekach, nie są celem, ale są środkiem do budowania dróg, do możliwości spotkania. 

A tymczasem w Gościu Niedzielnym czytam taki TEKST. Tekst, w którym ks. Szymik, w pierwszej części, w poetycki sposób opisuje protestujących tak, jakby widział piekło i diabła wcielonego, a zaraz później podkreśla, że z miłością i mądrością wzywa do nawrócenia. Wcześniej wszystkich wrzucając do jednego worka: wielcy grzesznicy

Tak, zadaniem chrześcijan jest pokazywać drogę nawrócenia, którą jest Jezus, jednak wpierw trzeba wybudować do Niego most. Nie da się wybudować mostu, stojąc z dystansem reportera, który zapisuje w notatniku swoje spostrzeżenia, by później przelać je na papier, który przyjmie każdy opis.  W tym, ten, o którym czytamy we wspomnianym artykule. 

Wiem, że Życiński ideałem nie był. Jest kilka słabych stron jego bycia pasterzem, każdy z nas je ma. Jednak wolę iść za jego pomysłem na Kościół. Pomysłem spotkania, budowania mostów. Wolę się ubrudzić grzechem drugiego niż stać na stopniach katedry i z wysokości pokazać różnicę między nimi, a mną. Nie zgadzam się na takie traktowanie protestujących, które sprowadza wszystkich do zwolenników zabijania i chęcią pójścia za żądzami. Wystarczyło zejść kilka stopni niżej i zobaczyć, że ci ludzie są bardzo różni. 

Bronię grzeszników, bo wiem, że tak powinienem. Sam nim jestem. Ale nie jestem wyżej, tylko na równi z nimi. I jako grzesznik wiem, że nikt, stojąc wyżej ode mnie pod katedrą, krzycząc w moją stronę, z miłością, że mam się nawrócić, nie sprawi, że się nawrócę. Może to zrobić tylko miłość, która oddała za mnie życie i pobrudziła się moim grzechem.

zdjęcie: Gazeta Wyborcza