Zaznacz stronę

Brałem kiedyś udział w audycji radiowej, podczas której odpowiadaliśmy na pytania nadesłane przez słuchaczy, większość pytań dotyczyła sakramentu spowiedzi. Wielu z pytających miało problem z tym, że sakrament stał się dla nich urzędową sprawą, w której liczą się detale, kruczki, przypisy, ilości i okoliczności.

Dzisiejszy fragment Ewangelii pokazuje sedno spotkania z Bogiem, On nas zna od zawsze i wie o wszystkich naszych sprawach (nie tylko grzechach). I właśnie o to chodzi, by podchodzić do spowiedzi jak do spotkania, w którym „sprawa jest ustawiona”. Bóg wie, co jest w moim sercu, zna moje motywacje, wszystkie niuanse wydarzenia, które nazywamy grzechem.

W sakramencie chodzi o to, by mieć szczere serce; serce, które pragnie być odkryte przez Boga, który mnie doskonale zna i widział mnie „pod drzewem figowym, zanim zawołał nas Filip”. Używając ludzkiego języka, a innego nie znamy, nigdy nie jesteśmy w stanie do końca, dokładnie i szczegółowo opisać czegokolwiek. Język, choć najlepszym jakie mamy, jest tylko nieudolnym narzędziem komunikowania naszego wewnętrznego świata. Dlatego nie ma co się skupiać na księgowych szczegółach, a przyłożyć się do tego, by pragnąć spotkać Boga, Jezusa, który przychodzi z miłosierną miłością przebaczenia.

W walce ze złym przegrywamy zawsze wtedy, kiedy przestajemy patrzeć na Jezusa (kochać), a zaczynamy bawić się w urzędnicze wyznaczanie granic i szukanie kolejnych pól, w których jesteśmy jeszcze mocni.

Pewnie, że taka więź z Bogiem, w której chodzi o spotkanie, jest trudniejsza niż podejście księgowe, w którym człowiek szybciej może doświadczyć złudnego poczucia „bycia w porządku”. Jednak nie do tego zostały stworzone nasze serca. One zostały wyposażone w zdolność spotkania w bardzo intymnych okolicznościach. Tylko tak można drugiego poznać.

SŁOWO