Zaznacz stronę

Posłuszeństwo i brak uporu wobec Boga, to nie jest poddaństwo, to sprawiedliwość między nami, która wypełnia się w miłosierdziu do drugiego człowieka. I nie chodzi tylko o dawanie pieniędzy, ale przede wszystkim dawnie nadziei. Jeśli nasza wiara, pobożność, chodzenie za Bogiem, Msze, spowiedzi, nie będą się przekładać na miłosierdzie do drugiego, to będą jednym wielkim śmieciem (pisząc ładnie).

Miłosierdzie wobec drugiego zaczyna się w naszej głowie, w myśleniu o drugim. Później idzie do serca, by drugiego kochać, a później spływa na ręce, by działać. Wszystkie poziomy muszą być obecne inaczej są gównem opakowanym sreberko pozłacane.

Nie podziwiajmy ludzi, mistrzów wszelakich, ale idźmy za Panem. Tylko On jest Mistrzem i Nauczycielem. Wszyscy inni, o tyle o ile On jest Pierwszy.
Kocham to zdanie z Izajasza: Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie!

Najpierw się ruszyć. Ruszyć z tego, w czym się zasiedziałem, z tego, co daje poczucie spokoju, podnieść swoje cztery litery z tego, co wczoraj się nauczyłem. Z mojej tradycji, moich bezpiecznych ram. Ruszyć po to, by z Nim wieść spór, by się z Bogiem kłócić. Kłótnia to nie opór, który prowadzi do zagłady. Kłótnia to przeciwieństwo świętego spokoju. To twórczy, oczyszczający dynamizm. W tym wypadku, to ożywienie relacji z Ojcem.
I co ważne – On sam do tego zachęca. To nie jest obrazoburcze, wbrew tradycji, Kościołowi i Pismu Świętemu.

Człowiek, który nie wchodzi w żywy dialog z Ojcem, kończy jak faryzeusze, o których On mówi. Idą za Bogiem, są pobożni, przestrzegają reguł, prawa, ślicznie wyglądają, ale w środku śmierdzą, gniją. W starciu z kimś, kto myśli inaczej, burzy ich porządek – wpadają w gniew. Nie potrafią się konstruktywnie kłócić. Nie potrafią głosić Boga, a jedyne, co potrafią, to zachowywać swoje prawo i status quo. 

A Bóg jest dobry – każe człowiekowi się z Nim kłócić. Więc się kłóć.