Zaznacz stronę

VLOG

Nawrócenie to wejście w spór. Nie z byle kim, ale z samym Bogiem. To stanięcie wobec Boga w prawdzie. Tylko przed Nim bez żadnych obaw możemy stanąć takimi jakimi jesteśmy. Możemy się wykrzyczeć, wypłakać, ponarzekać czy powyzywać. Nasza modlitwa musi być taką codzienną kłótnią, bo przecież jest w naszym życiu tyle różnych rzeczy i spraw, które nam nie pasują, które są trudne, z którymi się nie zgadzamy, w których powinniśmy się nawrócić, a nie potrafimy. Nasza modlitwa musi być czymś żywym, czymś, co rzeczywiście odzwierciedla nasze serce i to, co się w nim dzieje. Często w naszej modlitwie słyszymy tylko to jedno zdanie z Izajasza: Jeżeli będziecie ulegli i posłuszni, dóbr ziemskich będziecie zażywać. I kończy się ona posłusznym odmawianiem naszych pobożnych pacierzy. A przecież wcześniej prorok mówi o wezwaniu do sporu z Bogiem.

Bóg chce nas oczyszczać z naszych grzechów, z naszych słabości, ale nie jak pralka automatyczna, ale jako ktoś, kto będzie miał też okazję do posłuchania naszej wersji, dlaczego w grzech wchodzimy, dlaczego mamy inne zdanie. On jest ciekawy naszego punktu widzenia, naszej wizji na szczęście. Nie chce bezmyślnych niewolników. Kiedy brakuje żywego, emocjonalnego dialogu z Bogiem, człowiekowi wierzącemu grozi to, o czym mówi dziejsza Ewangelia. Skostnienie. Formalizm.

Faryzeuszami i uczonymi, których dziś Jezus piętnuje, możemy być także my. Jesteśmy nimi zawsze wtedy, kiedy z Boga i Jego Ewangelii robimy gotowe recepty na wszystko. Łatwo mówić innym, ale i też sobie, czego nie wolno robić, co to znaczy być poprawnie wierzącym, jakie postawy na Eucharystii i modlitwie przyjmować, jakie słowa i formuły są skuteczne, a równocześnie nie kochać człowieka, a równocześnie w ogóle Boga nie słuchać, wmawiając sobie i innym, że ja wiem najlepiej. Można być znawcą Pisma Świętego, tego, jak powinna wyglądać liturgia, wiedzieć wszystko o Matce Bożej i Janie Pawle II, a być daleko od Boga. Można się skupić na praktykowaniu wiary, a Nim się nie przejmować.

To chyba trochę jak w małżeństwie, że można się całe lata nie kłócić, można żyć w ciszy i spokoju. Ale może się okazać, że ten spokój, ta cisza, to nie wynik miłości i relacji, ale kompletnego oddalenia się od siebie i braku wspólnego życia. Bóg, wzywając nas do kłótni ze Sobą, chce nas ożywić, sprawić, że nasze serce będzie sercem żywym, z ciała, nie z kamienia. Mamy wybór: czy chcemy być tylko ludźmi praktykującymi religię, czy takimi, którzy mają serca żywe, a w konsekwencji nawrócone? Ten wybór musi się potwierdzić w naszym późniejszym myśleniu i działaniu.

SŁOWO