Zaznacz stronę

Dziś Ewangelia o soli, czyli takim sposobie przeżywania życia, by ono posiadało smak. Bardzo wyraźny smak. Sól nie ma smaku dla siebie samej, ona jest słona, by tą swoją cechą ubogacać.

Bycie księdzem jest dla mnie przede wszystkim doświadczaniem swojej słabości. Przynajmniej tak to widzę w dziesiątym roku od święceń. Dlaczego to jest najważniejsze? Każdego dnia, każdej chwili odczuwam wielkość tego, co mi Pan dał. To nie są jakieś mistyczne uczucia. Właśnie zderzenie tego, co nazywam darem, z tym, w co ten dar został włożony, czyli ja (moje serce, umysł, dusza i ciało), sprawia ogrom, który odczuwam każdego dnia. Jest we mnie wiele wielkich i dobrych pragnień, by dla Chrystusa zdobyć wielu, by dla Niego umrzeć, a przynajmniej mocno się poharatać. A z drugiej strony jest we mnie minimalizm, wycofywanie się, słabości i grzechy.

Bycie księdzem jest codziennym przypominaniem sobie, od Kogo zależę i dla Kogo pracuję. To z jednej strony daje siłę, a z drugiej odziera z całego blichtru gwiazdorstwa. Każda sprawa, akcja, rozmowa kazanie, rekolekcje, powiedziane by siebie sprzedać lub bycie proboszczem, nie dają dużych owoców. I to przypominanie sobie każdego poranka, o Kogo chodzi, bardzo pomaga. Nie wiem, co znaczy być księdzem. Żadna znana mi definicja tego nie oddaje. Mam jakieś prześwity świadomości, czym to jest, co się z tym wiąże. Jednak to nie jest pełnia świadomości. No bo, co napisać? Że staję za ołtarzem i składam Bogu Ofiarę? Że dzięki słowom – chleb zmienia się w Ciało? Że mówiąc: ja ci odpuszczam – człowiek jest wolny? Albo to, że kiedy mówię, to ludzie mnie słuchają, ufają mi? Nie wiem. Z dnia na dzień czuję się coraz bardziej zagubiony, w sensie, że wchodzę w coś, co mnie otacza, przenika, staje się mną, a ja tym czymś. Wiem, że to staje się coraz większą, coraz bardziej fascynującą Przygodą.

Zacząłem od słabości. Nie jestem ekshibicjonistą, nie będę się publicznie spowiadał. Myślę, że nie jestem jakimś oryginalnym grzesznikiem. Wspomniałem o tym, bo to jest rzeczywistość, dzięki której wiem, że kapłaństwo mi się nie należy, nie ode mnie zależy, że dzieje się jakby poza mną, a jednak we mnie, za moim przyzwoleniem. Fascynuje mnie to, że ja, z moją przeszłością i tym, jaki jestem, dostałem taką propozycję. Że On – mi tak bardzo zaufał, a dla mnie to wyraz Jego wielkiej, bezinteresownej miłości do mnie. I to, co jeszcze daje mi niesamowitą radość, że z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, Dawca rozprawia się z moimi kompleksami i zahamowaniami.

A jakim jestem księdzem? Ja uważam, że dobrym, ale póki jestem we własnej skórze – jestem mało obiektywny. Trzeba zapytać innych, jaką solą jestem.

SŁOWO