Zaznacz stronę

To nie jest scena z jeszcze jednym cudem, którego Jezus dokonuje. Ten obrazek pokazuje bardzo ważną cechę Jezusa. On jest skandalicznie wolny.

Żydzi, by bronić się przed groźną chorobą zakaźną, wyekspediowali trędowatych poza społeczeństwo, chorzy musieli mieszkać na pustyni. Dołożono do tego nieczystość rytualną: każdy, kto miał styczność z trędowatym, stawał się nieczysty. Nie było innego sposobu, by radzić sobie z tą ciężką zakaźną chorobą. Nie możemy ich też oceniać z perspektywy dzisiejszej wiedzy i możliwości medycznych. Dziś potrafimy bez tak drastycznych środków pomagać takim ludziom. Ludzie bali się jakichkolwiek kontaktów z chorymi. Ze względów religijnych, zdrowotnych, ale i społecznych. To podobnie jak dziś. Generalnie unikamy tzw. „marginesu społecznego”. Wolimy czystych, pachnących, mądrych, modnych, elokwentnych, przystojnych i ładnych. Selekcjonujemy ludzi, z którymi mamy styczność.

W takim klimacie dochodzi do spotkania Jezusa z trędowatym. Najpierw determinacja chorego. On miał świadomość tego, że za wejście do miasta i zbliżenie się do ludzi może stracić życie. Nie miał nic do stracenia. Racjonaliści powiedzieliby, że powinien dostosować się do warunków, mieszkać na pustyni i aż do naturalnej śmierci nie łamać prawa. I wszystko byłoby cacy. Tylko powiedzmy sobie szczerze, że w tej postawie chodzi tylko o komfort racjonalistów. Nie wybijaj się, nie działaj poza ustalonymi zasadami, nawet jeśli chodzi o sprawę życia i śmierci, musisz mieć oficjalne pozwolenie, by działać. Nieważne jest to, że gdyby ów trędowaty wystąpił o przepustkę, by spotkać Mesjasza, to przecież by jej nie dostał, bo to byłoby zbyt niebezpieczne i burzące porządek. Zaryzykował i został uzdrowiony.

Jezus wchodzi w ten sposób myślenia i działania. Przecież kiedyś powiedział, że nie przyszedł znieść Prawa, a jednak działa wbrew Prawu. Nie ucieka od tego człowieka. Jezus widzi w nim nie tylko ciężko chorego, kolejny przypadek, któremu trzeba pomóc, ale widzi człowieka, który od długiego czasu żyje w izolacji, zapewne jest spragniony przyjęcia, bliskości i zwykłej ludzkiej akceptacji. Jezus mu to daje. W świetle Prawa, które przyszedł wypełnić, staje się nieczystym.

Jego pierwsze kazanie w rodzinnej synagodze było krótkim komentarzem do Izajasza, że „dziś się to dzieje”. Wtedy były słowa, dziś są czyny. Czyny, które w oczach ludzi są złe, nieroztropne, niezgodne z Prawem i zasadami. Dopóki gadał o miłości nieprzyjaciół, o dobroci Boga, o łamaniu zasad, wszystko było jeszcze pod kontrolą, ale teraz zrobił coś, co jest konkretne, nie jest tylko słowem. Złamał ‘święte zasady’, pokazał wszystkim, że kiedy chodzi o ludzkie życie, o człowieka, to jest coś ważniejszego od Prawa. Owszem, ostatecznie za jakiś czas zostanie za to zabity.

Nie bójmy się życia, nie bójmy się wyjścia poza „ustalone zasady” wtedy, kiedy wiemy, że Bóg tego żąda. Pewnie, że będą krzyczeć za nami, że jesteśmy nieczyści, inni, sprawiamy kłopoty, gwiazdorzymy, jesteśmy niepokorni, próbujemy grać na siebie i swoją chwałę. Dopóki patrzymy na Jezusa – jesteśmy bezpieczni, nic nam nie grozi, poza dyskomfortem.

Wolność to nie jest stan, w którym wszystko jest OK, kiedy w sercu mamy się dobrze, cały świat klepie nas po ramieniu i potwierdza każdy nasz krok. Nie. Wolność Jezusa to stan, w którym mamy przekonanie, czasem wbrew swoim uczuciom, o tym, że idziemy Jego drogą. Zapłatą za to nie jest powszechna akceptacja (choć się jej pragnie), ale śmierć. Przynajmniej po tej stronie życia.

SŁOWO