Zaznacz stronę

Od 14 maja mam w sercu nową dziurę. Ktoś napisał mi w tym dniu sms, że w szpitalu na Witosa przy łóżku swojego umierającego jedynego syna, czuwa małżeństwo. Że trzeba pojechać i z nimi porozmawiać. Pojechałem. Choć – przyznaję – czasem odmawiam, szukam wymówek. Kuba umarł. Dziurę mam, bo myślałem, że moja wiara, modlitwa doprowadzi do uzdrowienia, że może tym razem Bóg wysłucha mojej modlitwy. Nie wysłuchał tak, jakbym chciał.

Widziałem kilkanaście śmierci młodych ludzi. Gdy umierają starsi, to sprawa wydaje się być prostsza, jakoś jesteśmy na to przygotowani. Kiedy odchodzi 12 latek, czy tak jak w hospicjum 30 letni Grzegorz, coś w człowieku pęka. Człowiek staje przed ścianą wielkiego smutku.

Czasem ludzie mówią: Bóg tak chciał – gdy ktoś umiera. Inni zdawkowo rzucają: wola Boża. Czasem można nawet usłyszeć, nie tylko w ST, ale i dziś, że czyjaś śmierć, choroba, nieszczęście są karą za nasze grzechy.

A jednak Jezus słysząc o umierającej 12-latce biegnie z jej ojcem do niej. I nawet, kiedy dowiaduje się, że umarła – nie rezygnuje. Idzie dalej i ją wskrzesza. On się nie godzi na takie uproszczenia, o których mówiłem wcześniej.

Nie wiem, dlaczego Jezus nie wysłuchał mojej modlitwy i Kuba się nie podniósł, nie wiem, dlaczego Grzegorz umarł. Tak, Grzegorz miał wiele na sumieniu, ale nigdy nie powiedziałbym, że to kara. Bardziej widziałem Jezusa, który mu towarzyszy, bardziej widziałem Go obecnego w rodzicach Kubusia i naszej miłości do niego.

Bóg nie uczynił śmierci i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie: nie ma w nich śmiercionośnego jadu ani władania Otchłani na tej ziemi. Bo sprawiedliwość nie podlega śmierci. Dla nieśmiertelności bowiem Bóg stworzył człowieka, uczynił go obrazem swej własnej wieczności. 

Wiecie, jesteśmy tu dziś by sobie przypomnieć prawdę. Że On jest Bogiem dobrym, że nas naprawdę kocha. Tak, czasem Jego miłość jest niezrozumiała, mogłaby być bardziej dla nas jasna. Przynajmniej z naszego punktu widzenia tak się wydaje. Jednak nie zrozumiemy Boga, to co możemy to ciągle przypominać sobie fundament: Bóg nie jest przeciw nam. On jest zawsze z nami.

Jezus w tej Ewangelii pokazuje nam bardzo ważną cechę swoją i Ojca – wrażliwość. Nie delikatność, ale wrażliwość. Wrażliwy na ból drugiego, wrażliwy, bo po wskrzeszeniu dziewczynki każe ją nakarmić. On nie chce się zajmować tylko Twoją duszą. Jego interesuje całe Twoje życie. Tylko Mu pozwól do niego wejść.

Jak my, którzy tak bardzo chcemy, by Bóg nas ratował, wskrzeszał, chronił, by był wobec nas wrażliwy, reagujemy na cierpienie innych? Na początku powiedziałem Wam, że wtedy do szpitala pojechałem, ale wczoraj, kiedy zadzwonił po raz kolejny ten sam podpity bezdomny z prośbą o wsparcie to byłem bardzo opryskliwy. Nie dałem mu wrażliwości, nie skorzystałem z okazji, by być z nim.

Paweł dziś przypomina nam: obfitujecie we wszystko. Zobaczcie, ile my mamy, jak bardzo jesteśmy obdarowani i jak bardzo nie dostrzegamy tego dobra w swoim życiu, jak ono nam spowszedniało, tak bardzo, że widzimy często tylko braki. A potem Paweł dodaje: więc niech wasz dostatek przyjdzie z pomocą potrzebom innych. To, co możemy dać już to nadzieja, obecność, twarz, która ośmiela człowieka do kontaktu. Później może i znajdą się pieniądze i inne sprawy. Jednak najpierw jest nadzieja. Zamiast biadolić, że Bóg nas nie wysłuchuje tak, jakbyśmy chcieli, może już czas na to, by dać innym to, co już możemy – nadzieję.

A jeśli ktoś jest obrażony na Boga, to może warto czasem na serio się na Niego obrazić i spróbować sobie pokazać, że stać mnie na dobro wobec innych, nie z przymusu wiary, ale z mojego człowieczeństwa?

Jezus wskrzesił dziewczynkę i kazał jej dać jeść. Wskrześmy w kimś nadzieję i dajmy mu jeść. Proszę Was!

SŁOWO