Zaznacz stronę

Pogrzeb_matki_czworga_6145303

SŁOWO
Zachowaj dystans. Do siebie. Do świata. Do drugiego człowieka. Do swoich emocji, uczuć i przeżyć. To taki ogólny wniosek z tych czytań.
Ciągle się o siebie troszczymy. Od spraw koniecznych, do wielu rzeczy, które mają tylko ulepszyć czy ułatwić nasze życie. Kiedy czegoś zaczyna nam brakować zaczynamy krzyczeć o krzywdzie.
Idziemy blisko Jezusa, mówimy o pięknym celu naszego życia, jakim jest Raj, a jednak równocześnie potrafimy się kłócić o stołki. Mówimy Bóg sam wystarczy, ale przy okazji jest w nas pragnienie, by otoczyć się wieloma osobami, rzeczami. Kiedy Bóg odbiera nam nasze różne zabezpieczenia i dobra wtedy zaczynamy krzyczeć, wierzgać nogami. Mówimy, że celem jest życie po śmierci, ale robimy wszystko, jakbyśmy mieli zostać na wieki na tej ziemi. Mówimy Panie oczyść moją wiarę i intencje, ale kiedy zaczynają się trudniejsze momenty w naszej wierze, mówimy że prześladowania się rozpoczęły. To jest brak wiary i tak to trzeba nazwać.
A co robi Jezus z tym nadmuchanym balonem dorosłych problemów? Stawia dziecko i mówi prosto, warunkiem szczęśliwego życia (w konsekwencji zbawienia) jest podejście do życia na sposób dziecka. Tu nie chodzi o zabawę, beztroskość, bezrefleksyjność. Tu idzie o jedną ważną sprawę. Zaufanie. Dziecko ufa. Ufa rodzicom. Wierzy ich słowu, jest podatne na ich poglądy. Przyjmuje świat i uczy się go przez pryzmat swoich rodziców.
Dorosły człowiek stawia na swoją przedsiębiorczość, zaradność, kontakty, możliwości. Dorosły lubi mieć zabezpieczone tyły. Dlatego tak trudno nam uwierzyć w Boga i uwierzyć Bogu. Bo On ciągle mówi idź na całość.
I niech nikt nie mówi, że to teoria. Po tym pogrzebie i liście Męża i Ojca nie można tak powiedzieć. Liczy się sedno, nie dodatki.