Zaznacz stronę

Kilka miesięcy przed rozpoczęciem zdjęć do Bożego Ciała Janek Komasa i Bartosz Bielenia odwiedzili mnie w Opolu. Przez prawie dwie godziny gadaliśmy o filmie, który się wtedy wykluwał, o księżowskim środowisku, o pomyśle na Boże Ciało. Zaraz później Jan przysłał mi scenariusz. Czytałem i z każdą stroną byłem coraz bardziej przekonany, że to jest niesamowita historia, ale przecież wiedziałem, że choć są w niej elementy prawdziwej historii, to jest ona fikcją. 

Jednak okazuje się, że można wziąć do ręki inny tekst, czytać i mieć wrażenie, że czyta się scenariusz kolejnego filmu o Kościele, a tymczasem okazuje się, że to raport o prawdziwym życiu. Już nie napisany przez scenarzystę, ale zaaprobowany przez papieża. 

Jak przy scenariuszu Janka można było mieć nadzieję, że będzie to kamyczek do nawrócenia mojego Kościoła, tak czytając Raport człowiek traci nadzieję, bo jest to przerażająca historia nie na film, ale o życiu, które jest zaprzeczeniem tego, co głosimy z ambon i czego nas uczono podczas formacji o Kościele, posłuszeństwie, hierarchii. 

Po filmie Jana pojawiły się głosy krytyczne ze strony księży, że to fikcja, która profanuje Eucharystię, że wyśmiewa kapłaństwo. Po Raporcie jest w naszym Kościele cisza. Jest cisza, jak przy kilku dramatycznych momentach, w ostatnich dniach, kiedy z naszych szaf wyleciały trupy

Piszę o tym, bo my – Kościół, bardzo chętnie recenzujemy innych, mówimy ludziom, co mają myśleć, jak mają żyć, wyrażamy oburzenia, apele i nawet recenzje fikcyjnych scenariuszy filmowych. Jednak, kiedy świat pokazuje nasze kościelne – realne – zło, to milczymy. Potrzebujemy czasu na refleksjępochylenie się i niewyciąganie pochopnych wniosków. Jednak, jak to zauważył Tomasz Terlikowski, milczenie w momencie, kiedy cały świat patrzy na nasze obnażone zło, jest zgorszeniem i milczeniem wołającym o pomstę do nieba. 

A jednak, jeśli chcemy być poważnym partnerem dla świata, jeśli chcemy mieć jakikolwiek posłuch wśród ludzi, to nie możemy milczeć. I nie chodzi o kolejne mechaniczne przepraszam, bo świat tego nie chce już słuchać. Chodzi o szczere pokazanie naszych grzechów, bo tak uczymy innych. Najpierw nazwanie, bez usprawiedliwiania, a później zadośćuczynienie.

Łatwiej nam skrytykować film, łatwiej nam powiedzieć: a u was wcale nie jest lepiej, wyrazić oburzenie o napisy pod kościołami czy wulgaryzmy na proteście. Trudniej nam uderzyć się w piersi, nie na nabożeństwach, na których przepraszamy, jak to ładnie mówimy za grzechy ludzi Kościoła; tak bardzo nam trudno pootwierać szafy i przeprosić za nasze trupy, które mają konkretne tytuły i nazwiska. 

Oczywiście możemy uciszać proroków wołających na pustyni, z tym, że to także wydarzyło się już w Ewangelii. Lecz niektórzy faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: «Nauczycielu, zabroń tego swoim uczniom!» Odrzekł: «Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą» (Łk 19, 39-40)