Zaznacz stronę

Kto jest moim bliźnim?
Być bliźnim dla siebie samego. Ten biedak, którego widok wzruszył Samarytanina, musiał przecież pozwolić na to, by opatrzyć mu rany i nim się zaopiekować. Ta opowieść została opowiedziana człowiekowi, który chciał wystawić Jezusa na próbę. Ludzie, którzy mają serca zdrowe, którzy są ludźmi szczęśliwymi, wiedzącymi o tym, że sami są kochani i ile są warci, nie mają ani potrzeby, ani konieczności wystawiania kogoś na próbę.

Myślę, że Jezus tę przypowieść opowiedział nie tylko, by odpowiedzieć mu na pytanie o to, kto jest bliźnim. Ten leżący w rowie nieszczęśnik, pobity i zostawiony, a wcześniej jeszcze ograbiony, jest obrazem człowieka, którego serce jest obite i cyniczne. I tak widzę tę całą opowieść: Jezus pokazuje mu, by stał się „samarytaninem” dla siebie samego, by zobaczył w końcu w sobie pobitego człowieka, którego serce umiera. By pozwolił swoje rany, które doprowadzają go do tego, jak postępuje z Jezusem, zalać oliwą i winem.

A weź zobacz, ilu ludzi „wystawiasz na próbę”? Zadajesz podchwytliwe pytania i wcale nie chodzi ci o Prawdę, ale poczucie wyższości. Dostrzeż w swoim sercu cynizm, który sprawia, że z zewnątrz jesteś „spoko koleś”, taki co zawsze wychodzi na swoje, potrafi tak zagadać, że inni się czerwienią, ale w środku jesteś małym dzieckiem potrzebującym nieustannie „potwierdzania” swojej męskości i kobiecości. A weź w końcu przyznaj się przed sobą, że wcale nie jesteś „spoko koleś”, tylko jesteś obitym nieszczęśnikiem, któremu ktoś chce wyświadczyć przysługę, chce się nad tobą wzruszyć i opatrzyć to twoje cyniczne i obolałe serce, ale ty nie pozwalasz, bo to przecież ty zawsze panujesz nad sytuacją.

Zauważenie tego może być szalenie trudne. Znam człowieka, który od długich już lat uwielbia mówić o kryzysie, o tym, że człowiek, który przeszedł kryzys, który doświadcza trudności, to człowiek, który może później w prawdzie robić wielkie rzeczy. I trudno się z nim nie zgodzić. Jednak ten sam człowiek nie chce zauważyć, że od lat sprawia, iż wielu ludzi wokół niego w te kryzysy wpada.

Można bardzo uwierzyć w to, że jest się „dobrym samarytaninem”, który troszczy się o innych, o ich rozwój, o Kościół, liturgię, rodzinę, zakon, współbraci, żonę, męża i dzieci, a tak naprawdę jest się poobijanym nieszczęśnikiem w rowie, który nie chce pozwolić na opatrzenie innym jego ran. Można być przekonanym, że jest się znawcą Prawa, ludzkiej psychiki i duchowości, można być w tym przekonanym, że się innym pomaga, a tak naprawdę jest się tylko cynikiem, który wystawia na próbę.
Bądź bliźnim (najpierw dla siebie).

SŁOWO