Zaznacz stronę

VLOG

W jakim celu opuszczać to, co dobre? Matkę, pola, rodziny, przyjaciół, korzenie?

Jest w wielu ludziach obraz Boga – gracza. Można sobie tu wyobrazić jakąkolwiek grę, w której grają dwie osoby, choćby warcaby. Ja i Bóg gramy. Jednak kiedy wkopiemy się w ten obraz, dostrzeżemy wiele znaków zapytania i wątpliwości. Bo ładnie wygląda taka gra z Bogiem. Niby jest równość szans. Ale przecież Bóg jest wszechmocny i wszechwiedzący. A to sprawia nierówność. Wielu ludzi odpada w tym momencie, mówiąc, że to jedno wielkie oszustwo. Skoro On wie wszystko, to po co grać?

Tymczasem Bóg jest Kimś, kto podejmuje wielkie ryzyko przegranej. Dał wolną wolę, która nie jest tylko ryzykiem tego, że możemy grzeszyć. My mamy władzę odrzucenia Boga. I podstępem diabła jest to powyższe myślenie, że tak naprawdę Bóg bawi się z nami w grę. On naprawdę daje nam wolność w stawianiu pionków i nie manipuluje. A możliwość grzechu i odrzucenia Go jest tego dowodem. I to widać w konkretach. Zdarzają się wypadki, ludzie zabijają innych w biały dzień na ulicy, widzimy rozpady rodzin, młode dziewczyny zachodzą w niechciane ciąże. To wszystko są nasze realne, wolne wybory. On ryzykuje.

A my żyjemy wręcz odwrotnie. Chcemy zminimalizować ryzyko. Zabezpieczyć się do granic możliwości. Boimy się ryzyka, łatwiej nam skoczyć na bungee niż ożenić się z kobietą, z którą się już chodzi wiele lat. Boimy się konsekwencji różnych decyzji. Wyboru studiów, wyruszenia w podróż, ślubu, wstąpienia do zakonu. Bóg stwarzając człowieka, dając mi życie, bardzo zaryzykował.

Wracając do pytania z początku. Mamy opuścić to wszystko, co pozwala nam nie ryzykować. Dla kogoś to będzie mamusia, dla innego przyjaciele, dla jeszcze kogoś innego związek na próbę, a dla niektórych odejście z zakonu. A po co ryzykować? Dla wspaniałej perspektywy – by dostać jeszcze więcej. By żyć mocniej i bardziej! Za każdym naszym podjętym ryzykiem opuszczenia czegokolwiek lub kogokolwiek stoi Miłość. Nie chodzi Jezusowi o głupie zmienienie obiektów zainteresowań. To ma być opuszczenie dla Niego i Ewangelii. A więc nie opuszczam dla idei, pustki. Opuszczam dla Boga, opuszczam, aby podjąć misję, jaką jest głoszenie Dobrego Słowa. To naprawdę działa. Ilekroć ryzykuję odejście od czegoś, czego się właśnie uczepiłem, choćby smutku, swojej wizji, tylekroć otrzymuję więcej radości i nowych perspektyw. Zaryzykuj to, czego najbardziej się boisz. Nie wybieraj wersji minimalistycznej.

Ilu ja spotkałem facetów, którzy nie idą na całość w miłości, bo ciągle się asekurują, że może to nie ta. Ilu w ostatnim roku poszło do innych zakonów czy seminarium tylko dlatego, że wystraszyli się długiej jezuickiej formacji? Ilu dziś ludzi idzie za swoimi popędami, bo boi się ryzyka ascezy, wyrzeczenia? A wszystko to opatulone nowomową o samorealizacji, o moim szczęściu, które stało się wartością nadrzędną. Opuścić, podjąć ryzyko – to żyć w pełni. Żyć w dzikości Boga.

SŁOWO