Zaznacz stronę

W pierwszej wersji tego kazania, zacząłem je od słów: apostołowie pokłócili się jak dzieci. A później pomyślałem sobie, że to głupie zdanie. Bo dlaczego dorosłych apostołów, doświadczonych ludzi; mężczyzn, którzy założyli rodziny, porównywać do dzieci? Dlatego, że dali ponieść się swojej żądzy władzy? Dlatego, że pozwolili sobie na to, by popatrzeć tylko na swoje korzyści odstawiając misję, do której zaprosił ich Mistrz? Nie, nie wolno tak mówić, bo dzieci się dopiero uczą, one nie są winne temu, że nie mają jeszcze doświadczenia. Po drugie takie mówienie sprawia, że bagatelizujemy to, co się wydarzyło, mówimy: to takie dziecinne.

Tymczasem Jakub odkrywa prawdziwe źródło: nie jest nim dziecinność, ale żądza, która jest siłą bardzo destrukcyjną. Wystarczy popatrzeć na doniesienia medialne: pedofilia obecna również w Kościele, która sprawiała, że tysiące młodych ludzi było wykorzystywanych do zaspokajania właśnie żądz. A weźmy inną sytuację, kiedy żądza władzy kieruje człowiekiem i dochodzi do zastraszania współpracowników, uczniów czy podwładnych. Nazywamy to dziś mobbing. Zobaczcie, ile żądzy jest w nas, którzy co tydzień jesteśmy w kościele na Eucharystii. Zobaczcie te wszystkie momenty, kiedy rozpychamy się, by było po naszemu. To naprawdę nie jest tylko problem tych z ekranów TV. Tych łatwo osądzić, bo nic nam za to nie grozi.

W I pierwszym czytaniu jest mowa o zasadzce na sprawiedliwego. Obawiam się, że większość z nas popełnia grzech pychy, podstawiając w jego miejsce siebie. Tymczasem to my jesteśmy tymi, którzy robią zasadzkę na sprawiedliwego. Kłócimy się, zazdrościmy, walczymy o pozycję, uznanie. Zobaczcie czasem, co czujemy, kiedy się szykujemy rano, do wyjścia. Ile naszej biedy chowamy za garniturami, krawatami, makijażami, garsonkami? Biedy, której później już nie wystarczają ubrania, ale idzie dalej i wykorzystuje drugiego człowieka.

Jakie rozwiązanie daje nam dziś Jezus? To które, nas dorosłych może bardzo wkurzyć. Stawia przed nami dziecko. Tak, jedno z tych, które przeszkadza nam się modlić, które czegoś od nas chce, które potrzebuje naszej uwagi. Dlaczego dziecko? Dlatego, że ono zmusza dorosłego do odwrócenia uwagi od siebie. Każe dorosłemu wyjść z świata udawanego i zacząć żyć autentycznie.

Tydzień temu część kazania powiedziały dzieci. Wiecie, jak się bałem, by któreś z nich nie zdradziło jakieś mrocznej rodzinnej tajemnicy? One to potrafią, nie z zemsty, z żądzy, ale po prostu, bo żyją przejrzyście, bez udawania. To my dorośli uczymy dzieci (również to dziecko w nas) udawania, egoizmu i kombinowania. Walki o stołki i zaszczytne miejsca, o świat, w którym nie ma miejsca dla drugiego. Nawet o świat bez drugiego, podczas Eucharystii. Ilu z nas chciałby by w tym kościele nie było paru osób?

Chcesz być pierwszy, tzn.: mądrzejszy, lepszy, piękniejszy, bogatszy, bardziej znany, szanowany, kochany? To stań się jak dziecko. Nie traktuj innych „jak dzieci”, a często to robimy nie szanując ich podmiotowości, ale zobacz w nim człowieka, który jest ci potrzebny, jak dziecku – dorosły. Stać się jak dziecko, to być człowiekiem, który nie potrzebuje Boga do potwierdzania siebie, swojej doskonałości, jak tego oczekujemy od naszych szefów. Być jak dziecko, to potrzebować Boga, jak dziecko – dorosłego, by przeżyć. Potrzebuje Boga do życia, fundamentalnie, to jest chrześcijaństwo. Do takich należy Królestwo Boże. Do takich należy Bóg.

SŁOWO