Zaznacz stronę


Kilka dni temu mówił, że kto ma uszy niechaj słucha. I zaczął opowiadać przypowieści… Można mieć uszy, które nie służą do słuchania. Pytanie, jakie to uszy? Można słyszeć i nie słyszeć. Można widzieć i nie widzieć. Tak jak można żyć i być nieżywym. Są ludzie, którzy myślą, że wiedzą. Znają fakty, mają piątkę z logiki i wydają sąd o czymś, o kimś. Mi się zdarza wiedzieć. Jestem w czymś, coś poznaje, buduje na tym różne mądre teorie, definicje, a później okazuje się, że to nic nie jest warte.

Jestem słaby. Mam grzechy. Spowiadam się. Odchodzę z konfesjonału rozgrzeszony i za każdym razem jeszcze mniejszy. Już nawet nie chodzi o Niego, że obiecuję i… wracam. Chodzi o mnie, że znów przed samym sobą okazałem się słaby, że znając swoje schemaciki, znów dałem się nabrać, nawet nie diabłu, ale samemu sobie.
Jestem jak pies, co wraca do wymiocin.

Nie rozumiecie tej przypowieści? Pewnie, że rozumiemy. Przecież to prosty obrazek. A jednak nie rozumiecie, bo owocu nie ma. Zrozumieć, to wydać owoc. Zrozumieć, to rozmnożyć.

I chyba jeszcze to. Lubię być siewcą, lubię siać słowo. Tylko, że jest mały problem. To On jest siewcą, nie ja. Można się schować za sianiem, by nie mieć czasu na owocowanie. Oj można. Można pomylić role. I mieć poczucie, że wszystko jest OK., że to przecież dla Pana Jezusa.

SŁOWO