Zaznacz stronę

Mieć za plecami tłum, który wie, że dziewczynka umarła i powiedzieć z przekonaniem, wbrew temu tłumowi, że ona nie umarła. To jest męstwo.

„A oni wyśmiewali Go”. Łatwo wyśmiać kogoś, kto ma inne zdanie, kto myśli inaczej, nie jest z tłumem. Łatwo nam przychodzi widzieć to, co chcemy zobaczyć, a nie widzieć naprawdę. Tłum widział to, co było większym źródłem sensacji. Śmierć zawsze jest takim tematem. Śmierć fizyczna, duchowa, cywilna. Łatwo powiedzieć, że ktoś już nie żyje, nie ma prawa żyć, bo my wiemy lepiej, że nie ma prawa.

Trudno być jak Jezus i całemu temu tłumowi powiedzieć: usuńcie się. Stanąć naprzeciw nich i pokazać, że prawda jest inna, że w tym, w czym (kim) tłum nie widzi życia, On życie widzi i je budzi.

Czasem jestem tłumem. Zawsze wtedy, kiedy nie chce mi się myśleć i chowam się za wyuczonymi schematami myślenia. Stwierdzam zgon, bo wszystko objawowo wskazuje na śmierć. I wcale nie można myśleć w kategorii, że tłum to są „ci spoza Kościoła”, czy takiego lub innego patrzenia politycznego. Czasem można stać się bardzo poprawnym tłumem nawet w chrześcijaństwie.

Innym razem jestem dziewczynką, która wydaje się być martwa, a w rzeczywistości tylko śpi. I nie jest mnie w stanie z tego snu wyrwać szloch płaczek, ujadaczy, którzy widzą tylko śmierć. Potrzeba mi jednego, tylko dotknięcia z miłością. I wtedy się budzę.

Jeszcze innym razem trzeba być Jezusem, który w tych emocjach i szlochach widzi rzeczywistość trzeźwo. Chciej widzieć inaczej. Tak, jak widzi On. On widzi głębiej, mocniej – prawdziwe po prostu.

SŁOWO