Zaznacz stronę

Ksiądz Paweł Korupka ze Szczecina napisał min. takie słowa do rodziców dzieci z szkoły, w której uczy religii: odrzucając Religię w szkole, odrzuciliście wiarę, a odrzucając wiarę, odrzuciliście Boga. Uczycie dzieci odrzucania Bożych spraw w imię własnej wygody.

Przed laty, kiedy we Wrocławiu byłem odpowiedzialny za młodzież w parafii, część moich młodych, która wtedy była w szkołach ponadgimnazjalnych, wypisywała się z religii. Nie robili tego buntując się przeciw Bogu – byli praktykującymi, ani przeciw Kościołowi – byli zaangażowani w ruch młodzieżowy i w życie parafii. A jednak część z nich odchodziła z religii, bo po prostu mieli powody. Najczęstszym był niski poziom szkolnej katechezy, chamstwo i słabe zdolności nauczycieli, stawianie ocen za praktyki religijne, traktowanie ich jak dzieciaczków, które nic nie wiedzą o życiu oraz braku umiejętność dyskusji przez nauczycieli. Dzieciaki, o których piszę miały formację przy parafii i wprost mówili, że więcej zyskują podczas spotkań w małych grupach niż podczas religii w szkole.

Czy ci młodzi odrzucili Boże sprawy? Nie. Oni rozeznali, że więcej dobra znajdą gdzie indziej.

Katoliccy rodzicie nigdzie nie zobowiązują się do tego, żeby ich dzieci uczęszczały na religię w szkole. Owszem, podczas swojego ślubu (kościelnego) jak i podczas chrztu dzieci zobowiązują się do katolickiego wychowania (przekazywania im wiary), ale nie jest to powiedziane w jakiej to ma obywać się formie. Jasne, że teoretycznie powinna to być także religii w szkole, ale wiemy od lat, że często tak nie jest. Często naprawdę rodzice przekazują swoim dzieciom więcej niż katecheci i księża. Tu warto postawić pytanie czy naprawdę więcej nie zaufać rodzicom, mam wrażenie, że od lat uważamy, ze tylko księża i katecheci mają monopol na wiedzę i formację religijną dzieci.

Ksiądz Paweł idzie w bardzo emocjonalne uproszczenia pisząc, że rezygnując ze szkolnej religii, rezygnuje się z wiary i odrzuca się Boga. Tak, to brzmi dramatycznie, ale wcale nie jest równoznaczne. Znam wiele rodzin, które są bardzo świadomie wierzące i nie posyłają dzieci na religię, albo robią to bardzo niechętnie, bo sami przekazują dzieciom wiarę i wiedzę religijną. Zresztą wiedza religijna nie jest jeszcze wiarą, do tej prowadzi katecheza, a to coś zupełnie innego niż szkolna religia.

Jestem przekonany, że czas pompatycznych i emocjonalnie szantażujących listów przeminął. Czas odwoływania się do argumentu, że zawsze tak było – minął. Za to idzie czas, w którym będziemy (my, ludzie ochrzczeni – w tym też księża) świadkami wiary na tyle przekonywującymi, że przyciągniemy ludzi nie tyle do szkolnej religii, co do Chrystusa.

Księże Pawle, nie znam konkretnych sytuacji dzieci i ich rodzin z księdza szkoły, ale mówienie, że rodzice kaleczą swoje dzieci, bo zrezygnowali z szkolnej religii jest nadużyciem. Być może oni właśnie chronią te dzieci przed kalectwem i jak kiedyś dzieciaki z mojej wspólnoty przed uwstecznianiem się w wykształceniu oraz ich drodze do Boga. Celem nie jest religia w szkole, ale prowadzenie ludzi do Boga.

Tak, jestem katechetą, obecnie uczę dzieci w 3, 4 i 5 klasie. Kiedy rozpocząłem pracę we wrześniu część dzieci już nie chodziła na religię. Na szczęście od września nikt więcej nie zrezygnował. Wcześniej uczyłem maturzystów i zdarzyło się, że kilka osób odeszło. Wtedy wracałem do domu i zastanawiałem się co zepsułem, gdzie nie dałem rady, że oni nie znaleźli w moich lekcjach czy raczej jak to nazywam – spotkaniach ze mną, czegoś, co by ich zachęciło pójść dalej. A może – wiem o jednej osobie na pewno – zrezygnowali, bo okazało się, że jestem dla nich za cienki. Znaleźli lepszą formację dla swojej wiary gdzie indziej.

Paweł, a teraz jak kolega w księdzowaniu, wierz mi bracie, że dziś tekstem: mnie jako pierwszego, któremu został powierzony urząd pasterza nikogo (z tych, co odeszli) nie zachęcisz do zbliżenia się do Ciebie i Kościoła. Te słowa, dla kogoś, kto być może nie poczuł się w Kościele dobrze i zaopiekowany, brzmią jak pismo z Urzędu Skarbowego. I naprawdę religia w szkole nie jest najważniejszym przedmiotem. Szkoła ma dawać wykształcenie, uczyć umiejętności, które przydadzą się młodemu człowiekowi w późniejszym życiu. Naszą rolą jest przekazać im wiarę i podprowadzić do Jezusa, by mogli zobaczyć gdzie mieszka, ale niekoniecznie musimy to robić na szkolnej religii. Dziś jest mnóstwo sposobów by do nich dotrzeć z Dobrą Nowiną. Może od tego zacznijmy, pokażmy im Jezusa, który naprawdę jest Dobrym Pasterzem, pokażmy im, że nasza wiedza z religii jest na wysokim poziomi i nie boimy się trudnych pytań i nie stawiamy za nie jedynek. Pokażmy im, że nauczyciele religii to ludzie, którzy naprawdę są kompetentni.

I na serio się zastanawiam, Pawele, dlaczego piszesz religia z dużej litery? Ani to nie jest zgodne z zasadami pisowni, ani Kościół tego nie robi, a za to robi to bardzo negatywny PR naszej sprawie. Znów pokazujemy, że jesteśmy ponad. Nie jesteśmy. My przyszliśmy służyć, a nie rozstawiać ludzi po kątach.

Ja jestem – na serio – kiepskim pedagogiem. Wiem to, więcej razy się wkurzam, niż się nie wkurzam. Wiem, że moje dzieci często się nudzą na moich zajęciach. Widzę to jako moją porażkę. Jednak założyłem sobie jedną rzecz i próbuję się jej trzymać – staram się im dziękować pod koniec lekcji, że mogliśmy przez kilkadziesiąt minut razem pomyśleć o tym, co naprawdę w naszym życiu jest ważne. O Panu Bogu, który nas kocha.

Całość listu znajdziecie TUTAJ.

Jeden z Rodziców postanowił odpisać publicznie, warto tę odpowiedź przeczytać: TUTAJ.

/autor grafiki: Marta Frej, za: POLITYKA/