Zaznacz stronę

Wczoraj wieczorem, po emisji reportażu Sebastiana Wasilewskiego, po tytułem: Najdłuższy proces Kościoła, swoją rezygnację z prac w Komisji św. Józefa złożył Robert Fidura. Robert jest Ofiarą księdza pedofila. 

Robert, w oświadczeniu skierowanym do Prymasa Polski, wyraża swoją bezradność wobec hierarchów, którzy zamiast stać na straży Pokrzywdzonych i Zranionych stoją na straży interesów, które na szczęście, coraz częściej wychodzą na światło dzienne. To, co nowego pokazał wspomniany reportaż, to perfidię zła, które oskarża Ofiarę, która – wraz z obrońcami – zostaje bezradna i opuszczona w kościelnych strukturach. 

Piszę o rezygnacji Roberta, choć uważam, że powinien zostać w Fundacji i dalej wykorzystywać swoją w niej obecność do głośnego mówienia o Ofiarach, bo to kolejne odejście z kościelnej struktury, człowieka sprawiedliwego, który się poddał. Niestety, w naszym kościelnym środowisku jest tak, że te odejścia wzbudzają, co najwyżej kilkudniowy szum medialny, a później odchodzą w zapomnienie. Podobnie było z rezygnacją na najwyższym poziomie, w Watykanie, kiedy z Papieskiej Komisji ds. Ochrony Nieletnich odeszła Marie Collins, również Ofiara pedofila w sutannie. 

Robert poddał się po tym, jak na jaw wyszło, że hierarchia Kościelna jest bezradna wobec ukrywania pedofilów. Już we wcześniejszym tekście pisałem o tym, że są jednak sytuacje, kiedy Kościół potrafi działać szybko i skutecznie, wspomniałem o sprawie Jacka Międlara. Ta narracja o bezradności i niewiedzy pojawia się regularnie jak refren. Nie dalej jak wczoraj Kościół czytał fragment z Księgi Rodzaju, w którym Bóg pyta Kaina: gdzie jest twój brat (Abel), bo krew jego woła do Mnie z ziemi? Pamiętamy odpowiedź Kaina, odpowiedź bezczelną, a zarazem próbującą siebie wybielić: czy ja jestem stróżem brata mego?

Kto w Kościele jest bratem, którego krew woła z ziemi do Boga? Pedofil, który ma się dobrze, ma plecy, czy człowiek zniszczony, zraniony i porzucony przez swój Kościół?

Już za chwilę, będziemy w naszych Kościołach modlić się za Ofiary pedofilii. Niestety wielu ludzi, również praktykujących nie chce tego robić. Nie chce publicznie przepraszać Boga i ludzi za grzechy, których nie popełniła. Jednak to nie wypływa z ich pychy, ale jest właśnie wyrazem bezradności, wobec tego, co wszyscy zobaczyliśmy we wczorajszym reportażu TVN. Wielu ma poczucie, że jest wykorzystywanych w takich nabożeństwach jak zasłona dymna, która zakrywa, nie tyle prawdziwą bezradność, co brak konsekwencji w działaniu osób decydujących. Wiem to z czasów opolskich, kiedy część ludzi bardzo zaangażowanych w parafię odmówiła udziału w drogach krzyżowych w tych intencjach. 

Decyzja Roberta pokazuje bardzo mocno, że odchodzą nie ci, którzy powinni ponieść konsekwencje zła, że znów zostaje poniesiona ofiara z człowieka niewinnego. 

Robert, proszę zastanów się jeszcze raz nad swoją decyzją. Ja bardzo chciałbym byś w fundacji był, jesteś w przestrzeni publicznej kimś, kto upomina się o Ofiary. To jest bardzo potrzebne.