Zaznacz stronę

Przez ostatnie dwadzieścia jeden lat (będąc jezuitą) uczę się tego, że drugiemu człowiekowi trzeba dać czas. Że kiedy spotykam kogoś, kto myśli inaczej, kto jest inny ode mnie, niezrozumiały, opluwa to, co dla mnie jest ważne, to muszę dać mu czas. I strasznie to trudne jest. Te wszystkie lata nauczyły mnie też tego, że ci, którzy jak ja, nazywają siebie chrześcijanami, nie muszą rozumieć Boga w ten sam sposób co ja. Mówiąc krótko: nie mam monopolu na mówienie jak Boga mają postrzegać inni. A jednak rodzi się często pokusa, by innym powiedzieć jak mają żyć, jak Boga mają widzieć.

Wspominam o tym dlatego, że problem ten pojawił się w dzisiejszej Ewangelii. Apostołowie znów znajdują sztuczny problem. Wyszli z przekonania, że kto nie chodzi z nimi – nie jest taki jak oni, nie może głosić Jezusa. Idąc dalej można by powiedzieć: kto nie jest z nami, kto nie myśli, zachowuje, modli się jak my – nie może mówić, że zna Jezusa. I nie chodzi tutaj o wielkie rzeczy. Wręcz przeciwnie – chodzi o małe, codzienne sprawy. Zauważmy, jak myślimy o ludziach, którzy siedzą obok nas w ławce, bo ta pani to tylko różańce odmawia; a ten pan, to dwa razy dziennie chodzi na Mszę. Zauważmy, jak myślimy o naszych sąsiadach. A ta spod dwójki, to jak ona wychowuje swoje dzieci, a ten gość, co ma garaż pod blokiem, to mógłby inaczej się ubierać.

Można by mnożyć te nasze inności. Warto zobaczyć, czy nie zamykamy swoim myśleniem o innych, ich drogę do Boga. Zamiast stawać się ludźmi, którzy przyprowadzają innych do Niego, którzy pokazują, że dobrze nam być chrześcijanami, to budujemy kolejne mury między ludźmi a Bogiem, mówiąc tak naprawdę, że nie mogą oni do Niego przyjść, jeśli nie spełnią naszych oczekiwań.

Ten mechanizm możemy również odnieść do relacji: inni ludzie – my. Zobaczcie, ile razy mówimy wprost albo tylko w naszych myślach: zbuduję z tobą relację, ale pod warunkiem, że staniesz się taki jak ja. Że to ty musisz się zmienić, nie ja. Łatwiej jest, kiedy spotykamy kogoś innego czy nowego, napiętnować go, przykleić etykietkę, wydać ocenę, niż zastanowić się nad jego innością, zapytać się jakie są źródła jego inności. Często jest tak, że zanim ktoś będzie w stanie nam wytłumaczyć, dlaczego żyje i myśli inaczej, my już lepiej wiemy.

Może mi ktoś zarzucić, że próbuję przemycić w tym miejscu tanią definicję tzw. tolerancji, a przecież Jezus mówi dziś o radykalizmie: odetnij rękę, wyłup oko. Tak, trzeba być radykalnym, jednoznacznym i nie rozmywać Ewangelii. Tylko zauważcie, że dobrze nam to wychodzi, kiedy patrzymy na innych. Dobrze nam mówić o radykalizmie Ewangelii, kiedy myślimy o innych, o: mężu, żonie, dzieciach, sąsiadce, szefie z pracy. Łatwo nam mówić o potrzebie zmiany, kiedy mówimy o gimnazjalistach, wychodzących z krzykiem ze szkoły. Łatwo nam mówić o bohaterach artykułów gazet. Tymczasem Jezus mówi, że: jeśli dla ciebie ręka, oko, jest powodem do grzechu, to się ich pozbądź. Nie mówi: idź i pozbawiaj ich innych.

Często pod płaszczykiem obrony wiary, dobrego wychowania, upominając, odrzucając innych, ukrywamy swoje lęki. Boimy się inności, bo ona wprowadza do naszego życia dużo pytań. Mówimy: przecież całe życie odmawiałem tylko pacierz, to po co modlić się swoimi słowami? Przecież całe życie moje dzieci musiały się mnie słuchać, więc po co teraz ja mam ich słuchać, przecież moja żona nigdy nie chodziła do kina, po co mam teraz, na stare lata ją do niego zapraszać? Można by tu mnożyć przykłady.

A może dziś Jezus zaprasza nas, po raz kolejny do opuszczenia naszych schematów, naszych przywiązań, po to byśmy wyszli z Eucharystii wolniejsi, bardziej uśmiechnięci, a nie tak śmiertelnie poważni? No właśnie, a gdybym poprosił Was teraz o wymienienie imienia z swoim sąsiadem w ławce, to co sobie pomyślicie? Może warto? Spróbujcie. Zobaczcie jak trudno nam złamać mały schemat. Bo przecież siedzimy w bezpiecznym miejscu, które nie wymaga ode mnie wychodzenia z mojej anonimowości.

Żyliście beztrosko na ziemi i wśród dostatków tuczyliście serca wasze w dniu rzezi (Jk). Żyjmy inaczej, nie tucząc naszych serc naszymi schematami, ale wprowadzając do naszego życia nowego ducha, bez względu na to, co osiągnęliśmy już.

SŁOWO