Zaznacz stronę

SŁOWO

Znów słyszymy, że mamy się radować, że mamy być łagodni, że mamy się o nic nie martwić. Mamy się cieszyć, bo Pan oddalił od nas naszego wroga. 

Jakoś mi się nie chce wierzyć, że takie wezwanie odczytane z ambony, może kogoś rzeczywiście, ot tak pobudzić do radości. Cześć z nas przyszła tu po całym tygodniu ciężkiej pracy, bieganiny za tymi wszystkim potrzebnymi sprawami by po prostu przeżyć. A nasi wrogowie? Dalej mam tego samego, złego szefa czy przełożonego, który wcale nie pomaga. 

Jestem przekonany, że wielu, to Słowo może bardzo wkurzać. Że ono wcale nie jest dobrym słowem, wręcz przeciwnie – wielu może odczytać to Słowo, jako swoistą kpinę. 

A jednak jest to Słowo, które Pan dziś do nas kieruje. Właśnie to Słowo Bóg kieruje do nas: Ciesz się i wesel z całego serca! Oddalił Pan wyroki na ciebie, usunął twego nieprzyjaciela, nie będziesz już bała się złego. Nie bój się! Niech nie słabną twe ręce! Pan, twój Bóg jest pośród ciebie. 

Może, to do czego ono nas wzywa, to heroiczna nadzieja, że Bóg wypowiadając takie Słowo nad nami, wcale nie chce nas doprowadzić do białej gorączki, ale mówi prawdę?

Może jest tak, że naprawdę, to, co nam wydaje się przekleństwem – jest błogosławieństwem? Może wcale nie musimy przeżywać naszych trudnych spraw z zasępioną miną przegranego? Może rzeczywiście jest tak, że On przychodzi i w tym, co przygniata, mówi: nie bój się, niech nie słabną twoje ręce, bo jestem z Tobą? A weź teraz zaryzykuj i stań przed tą trudną – dla ciebie – sprawą i usłysz Jego zapewnienie raz jeszcze. 

Jesteśmy dziś zaproszeni do wiary heroicznej, wiary nieprzeciętnej. Paweł mówi o tym tak: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem. To nie jest już tylko wiara w Boga. To jest wiara polegająca na tym, że ja Mu ufam, że w tym, co dla mnie jest szalenie trudne – On jest. Co więcej swoją troskę przerzucam na Niego, a później proszę i równocześnie za to dziękuję. 

Bóg nie kpi z nas, ale stawia nam poprzeczkę wyżej. Nawet jeśli w naszym życiu jest coś, co wydaje się trudne i dalekie od radości. 

Jeśli nie wiesz jak to zrobić, jak temu sprostać, podłącz się pod pytanie z Ewangelii. Do Jana Chrzciciela również przychodzą rożni ludzie. Wśród tego tłumu byli ludzie różnych profesji, którzy też mieli problemy nie mniejsze niż nasze. Pytają Jana, co mają zrobić? Zobaczcie, że Jan nie daje im żadnych cudownych recept, wcale im nie każe porzucać ich życia. Nie zajmuje się ich smutkami. Nic z tych rzeczy. On tylko podnosi poprzeczkę. Mówi rób to, co robisz, bądź tym, kim jesteś, ale lepiej, mniej egoistycznie. Żadna z tych profesji – wbrew pozorom – nie należała do łatwych. 

Żeby przeżywać radość i zaufanie na poziomie o jakim mówią dwa pierwsze czytania, trzeba się nawrócić. Ale nim zabierzemy się za nawracanie, trzeba nam zmienić myślenie o tym, czym owo nawrócenie jest. Nie możemy zaczynać od tego, co mówi Jan w Ewangelii, czyli od działania, trzeba najpierw zmienić myślenie. 

Zacząć myśleć tak, jak nas do tego wzywa to słowo. Wszystkie trudne sprawy, wszystkie trudne relacje nie są dla nas przekleństwem, ale błogosławieństwem. Bo jest w nich, z nami – Pan. Dopiero kiedy dokonamy nawrócenia naszego serca i rozumu, zaczniemy inaczej postrzegać świat, swoje życie, możemy przejść do tego, co jest w Ewangelii.Nawrócić się to uwierzyć, że Bóg jest w mojej profesji życiowej, że będąc jej wiernym – modlę się, że moje życie to duchowość, czyli sposób na spotkanie Boga. Jan nie wysyła ludzi na super rekolekcje, nie każe im dołożyć sobie różańca. Jan mówi, że mają bardziej kochać to, kim są i co robią. 

Idąc za Chrystusem, jesteśmy ciągle wołani, by iść za Nim w radości. By tę radość wprowadzać do tego, co dla innych jest bezsensowne.

Nie idźcie za głosami w sercu, że to nie dla mnie, że to jakieś bajkowe, że to może dla jakiś wybrańców. To jest kłamstwo. Chrześcijanie to nie kwestia tego, co wywalczymy w Sejmie, TV lub przestrzeni publicznej. Chrześcijaństwo to moja, osobista relacja z Bogiem. To przygoda do zawierzenia Bogu, ale też sobie i drugiemu człowiekowi wbrew logice i temu, co się opłaci

To On – Bóg, zbawia nas i świat, nie my z naszymi pomysłami, nawet najbardziej katolickimi.