Zaznacz stronę

SŁOWO

Wszyscy bowiem dzięki wierze jesteście synami Bożymi w Chrystusie Jezusie. 

Dzięki wierze jesteśmy synami i córkami Boga. Nie wyznawcami jakiegoś nieokreślonego bóstwa, ale dzieckiem Boga. To stwierdzenie nie może być czymś dla nas obojętnym. 

Co to znaczy dla naszej codzienności, podpowiada nam Paweł: Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym, w Chrystusie Jezusie.Czyli nasza sąsiadka, ta najbardziej wnerwiająca, ta ślamazarna kasjerka, ten mój niewdzięczny syn, ta czepliwa mama, ta wkurzająca szefowa, wszyscy jesteśmy kimś jednym w Chrystusie. 

Kiedy Paweł wypowiedział te słowa, srogo za nie zapłacił, bo były zburzeniem społecznego porządku. Nikt nie jest lepszy, ani gorszy. Sprawdzianem tego, czy my żyjemy taką logiką jest to, czy to nas kosztuje. Czy potrafię, czy przynajmniej pragnę, kochać tych, co mnie nie szanują, co nie są tacy, jakbym chciał? Wszyscy jesteśmy jego dziećmi i to nie jest przenośnia, i wszyscy jesteśmy równi. Chrześcijaństwo to nie są tylko praktyki pobożne, ale to przede wszystkim mój stosunek do drugiej osoby. Szczególnie tej nielubianej. 

Gdy czyta się dzisiejsze czytania to widać, że chrześcijaństwo, jest drogą radykalnego zmagania się ze sobą, z innymi i, w końcu z samym Bogiem. 

Do tego właśnie prowadzi nas dzisiejsza Ewangelia. Jezus, pokazuje wyraźnie, że nie zależy Mu na jakieśtam relacji z Nim, na jakiejśtam wierze w Niego, że nie wystarczy powiedzieć: wierzę w Boga i jestem wierzący. On pyta. 

Najpierw pyta, o to jaki stosunek do Niego mają nasi bliscy, sąsiedzi i współcześni nam. Ciekawe czy odważylibyśmy się ich zapytać, kim On dla nich jest? A może warto, dziś po powrocie dowiedzieć się, kim Jezus jest dla tych wszystkich ludzi, którzy koło nas żyją? Jeśli można ich pytać o tyle banalnych spraw, to dlaczego by się nie odważyć i nie zapytać: kim dla Ciebie jest Chrystus, droga sąsiadko, przyjacielu?My, chrześcijanie boimy się mówić o Jezusie poza kościołem. My, chrześcijanie wstydzimy się naszego Pana. 

W końcu Jezus przechodzi do zasadniczego pytania: Kim jestem dla Ciebie?I nie idzie o wyuczoną na pamięć odpowiedź, o powtarzanie czegoś, co się zasłyszało od kogoś, o to, aby mówić coś, co by innych zadowoliło. 

Naprawdę, jeśli się zastanowimy, to trudno jest na to pytanie odpowiedzieć. Nie dlatego, że nie wiemy jaka jest odpowiedź. Trudno, bo zdajemy sobie sprawę z konsekwencji: ciąży na nas odpowiedzialność za te słowa. Jeśli odpowiemy osobiście, trzeba będzie tym żyć, a to może być niewygodne. Więc często chowamy się za ogólnikami, które nie zaciągają osobistego zobowiązania. 

Ktoś, kto odpowie osobiście, musi usłyszeć dalszy ciąg tej ewangelii – o braniu swojego krzyża. Nie chodzi o cierpiętnictwo czy wręcz szukanie cierpienia. Idzie o podejmowanie swojego życia, tej szarej codzienności. Nieprzeklinanie jej już z samego rana, niezakładanie maski nieszczęśliwego człowieka zaraz po wstaniu. Czasem nie wiemy nawet dlaczego jesteśmy źli, dlaczego nic nam się nie chce. Może warto właśnie braćto swoje życie świadomie, a jak się coś bierzeto trzeba decyzji, a więc świadomego chcę. Brać swój krzyż, to umieć powstawać. Ile razy poddawaliśmy się po kolejnym tym samym grzechu, po kolejnym tym samym upadku?